„I śpij dobrze.”
Odszedł zachowując ten sam spokój, który tu przyniósł.
Zaczekałem, aż drzwi się zamkną.
Potem wyrwałem kopertę z kieszeni.
W środku znajdowało się dziesięć tysięcy dolarów w gotówce.
I zdjęcie.
Ja stoję na klatce schodowej, z telefonem przy uchu.
Na odwrocie, czarnym atramentem, widnieją cztery słowa.
Zły numer, Clara Jenkins.
Moje ręce zdrętwiały.
Za mną Nicholas otworzył oczy.
„On wie” – szepnąłem.
Nicholas spojrzał na zdjęcie, a potem na drzwi.
„Nie” – powiedział.
Pewność w jego głosie kazała mi się odwrócić.
„Co masz na myśli mówiąc nie?”
Jego oczy były ciemne, rozbudzone i pełne czegoś, czego nie potrafiłem nazwać.
„Marco podejrzewa” – wyszeptał. „Ale to…”
Spojrzał jeszcze raz na pismo.
„…to nie Marco.”
Monitor pracy serca między nami nieprzerwanie piszczał.
Raz.
Dwa razy.
Potem ekran zaczął migotać.
Nie z powodu burzy.
Na monitorze, w miejscu, gdzie powinno być bicie jego serca, pojawiła się wiadomość napisana zielonymi literami.
Cześć, OJCZE.
Mikołaj przestał oddychać.
Ja też.
Listy zniknęły.
Wrócił mu normalny rytm.
Gdzieś w głębi szpitalnych murów zgasło światło.
CZĘŚĆ 3
Ciemność, która pochłonęła Pokój 412, nie była łagodną szarością zapadającego wieczoru; była to absolutna, ciężka pustka.
Tym razem awaryjne generatory nie zadziałały. Rytmiczna, uspokajająca zielona poświata monitorów zniknęła, pozostawiając głęboką ciszę przerywaną jedynie ciężkim, nieregularnym stukotem deszczu o zbrojone szkło.
Zamarłem, wciąż ściskając w dłoni zdjęcie siebie na klatce schodowej. Dziesięć tysięcy dolarów wypadło mi z palców, rozsypując się po sterylnym linoleum niczym martwe liście.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






