„Nicholas?” – wyszeptałam, a mój głos drżał w ciemności.
Brak odpowiedzi.
Tylko odgłos przesuwanych prześcieradeł. Potem cichy, chrapliwy oddech, niosący w sobie całe życie zimnej, wyrachowanej furii.
Ciężka ręka chwyciła mnie za nadgarstek — nie z niezdarną słabością człowieka wybudzającego się ze śpiączki, ale z przerażającą, absolutną precyzją drapieżnika chwytającego swoją ofiarę.
„Drzwi” – wychrypiał Nicholas. Zbite szkło w jego głosie zniknęło, zastąpione mrocznym, metalicznym dźwiękiem, który przebił się przez paraliżujący mnie strach.
„Światła—”
„Drzwi. Teraz.”
Zatoczyłam się do tyłu, wyrywając rękę z jego uścisku i rzuciłam się w stronę wejścia. Moje palce szarpały zimną mosiężną klamkę akurat w chwili, gdy korytarz na zewnątrz pogrążył się w całkowitej ciemności. Z dyżurki pielęgniarek dobiegały krzyki – dalekie, przerażone, zdezorientowane.
Zanim zdążyłem otworzyć ciężkie dębowe drzwi, zamek kliknął.
Od środka.
Serce waliło mi w żebra jak uwięziony ptak. Odwróciłam się, przyciskając plecy do drewna. W przyćmionym, nastrojowym świetle księżyca, sączącym się przez smagane burzą okna, z cienia przy drzwiach łazienki wyłoniła się sylwetka.
To nie był Enzo. To nie był Marco.
To była kobieta.
Miała na sobie ciemny trencz ociekający deszczem, a mokre włosy oblepiały jej twarz o tak ostrych konturach, że mogłaby być wyrzeźbiona w marmurze. W prawej ręce trzymała pistolet z tłumikiem, którego lufa leniwie skierowana była w stronę podłogi.
Nie wyglądała jak szesnastoletnia dziewczyna ukrywająca się przed tłumem. Wyglądała jak kat.
„Sofia” – wyszeptałam, a imię wyrwało mi się z ust, zanim zdążyłam je powstrzymać.
Dziewczyna nie spojrzała na mnie. Jej ciemne, zapadnięte oczy – wierna replika mężczyzny leżącego w łóżku – były wpatrzone wyłącznie w postać powoli podnoszącą się z prześcieradła.
Nicholas Castellano siedział prosto.
Mężczyzna, który rzekomo był sparaliżowany, miał uszkodzenie mózgu i gnił od trzech miesięcy, przerzucił nogi przez krawędź szpitalnego łóżka. Każdy ruch był powolny, rozważny i bolesny, ale nie dało się pomylić surowej, przerażającej władzy emanującej z jego ciała.
Nie wyglądał jak król powracający na tron. Wyglądał jak coś, co wydrapało się prosto z piekła.
„Spóźniłeś się” – powiedział Nicholas.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






