REKLAMA

W pokoju 412 miał przebywać umierający mężczyzna, który nie mógł słyszeć, mówić ani się ruszać

REKLAMA
W pokoju 412 miał przebywać umierający mężczyzna, który nie mógł słyszeć, mówić ani się ruszać
REKLAMA

Poczułem się głupio, że zapomniałem, iż był pacjentem, zanim stał się kimkolwiek innym.

Lekko uniosłam łóżko i przyłożyłam mu do ust małą gąbkę. Zamknął oczy, gdy woda musnęła jego usta, i na ułamek sekundy jego brutalna sylwetka złagodniała. Wyglądał młodziej. Nie niewinnie. Nigdy tak. Ale jak człowiek.

Gdy ponownie otworzył oczy, łagodność zniknęła.

„Kto idzie?” wyszeptał.

Opowiedziałem mu wszystko, co widziałem przez ostatnie trzy miesiące. O zmieniających się strażnikach. O prywatnych lekarzach. O księdzu, który przychodził w każdą niedzielę i nigdy nie modlił się na głos. O kobiecie w perłowych kolczykach, która kiedyś stanęła przy jego łóżku, uderzyła go w nieruchomą twarz i płakała bezgłośnie. O krępym mężczyźnie ze złotym zegarkiem, który nazywał go „bratem” i całował w czoło dla kamer.

Na to wzrok Nicholasa stał się ostrzejszy.

„Marco.”

„Twój brat?”

“Połowa.”

Coś w sposobie, w jaki to powiedział, spowodowało spadek temperatury.

„Przychodzi w każdy czwartek” – powiedziałem. „Zwykle po południu”.

„Co on robi?”

„Rozmawia z tobą.”

“Słowa.”

Zawahałem się.

Oczy Mikołaja się zwęziły.

„Klara.”

Nienawidziłem tego, jak szybko potrafił sprawić, że moje imię zabrzmiało jak rozkaz.

„Mówi, że rodziny są niespokojne” – przyznałem. „Mówi, że stara się utrzymać wszystko w ryzach. Mówi, że wasz lud potrzebuje żywego Castellano, a nie warzywa w łóżku”.

Mikołaj zamknął oczy.

Przez sekundę myślałem, że ból go pokonał.

Potem wyszeptał: „Wąż”.

W tym słowie nie było gniewu.

Tylko uznanie.

„Co się wydarzyło przed stekownią?” zapytałem.

Otworzył oczy.

„Czytasz bajki” – powiedział. „Chcesz jedną?”

„Nie” – powiedziałem. „Chcę wiedzieć, czy umrę”.

„To jest historia.”

Spojrzał w stronę okna, gdzie deszcz spływał po czarnej szybie.

„Powiedziano mi, że Irlandczycy chcą pokoju. Kolacja w Bellafinie. Neutralne miejsce. Mój kierowca był nowy. Gospodyni była nowa. Kamery na osiedlu zgasły na cztery minuty”. Zacisnął szczękę. „Kiedy wyszedłem na zewnątrz, pierwszy strzał trafił mnie w płuco. Drugi w ramię. Trzeci w żebra. Czwarty w udo”.

„A piąty?”

Jego palce słabo dotknęły blizny tuż przy skroni.

„Było blisko. Zbyt blisko, żeby to był fart.”

„Kto strzelił?”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA