„Nie, nie zrobiłeś tego.”
„Pomyślałem o tym.”
„To się nie liczy.”
„Powinno.”
Śmiałem się tak głośno, że prawie się udławiłem.
Dlatego gdy nadszedł czas balu maturalnego, nie miałam żadnych wątpliwości, kogo chcę mieć u swego boku.
Najwyraźniej Noe nie był tego taki pewien.
Pewnego popołudnia w lutym znalazł mnie przy mojej szafce.
„Chrissy.”
“Tak?”
„Pamiętasz pierwszą klasę?”
Udawałem, że myślę.
“NIE.”
Jego twarz posmutniała.
“Poważnie?”
Zaśmiałem się.
„Noah, żartuję.”
„To nie jest śmieszne.”
„To było trochę zabawne.”
“NIE.”
Potem wyciągnął swój mały palec.
Nagle znów miałam sześć lat.
Rodzynki.
Dinozaury.
Okrutny chłopiec.
Obietnica, o której niemal natychmiast zapomniałem, a mimo to przez dwanaście lat ją dotrzymywałem.
Zaczepiłem swój palec o jego palec.
“Koncert na promenadzie?”
Skinął głową.
“Koncert na promenadzie.”
Cała jego twarz się rozjaśniła.
„Już kupiłem muszkę.”
Mrugnęłam.
“Gdy?”
“Listopad.”
„Noe, był listopad.”
“Dokładnie.”
„Co to w ogóle znaczy?”
„W sklepach brakuje towarów.”
„Nie mogło im zabraknąć muszek”.
„Nie wiesz tego.”
Tak właśnie Noah zaprosił mnie na bal maturalny.
Pewnego wieczoru balu maturalnego byłam na górze i walczyłam z kolczykiem, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Moja ciotka krzyknęła z dołu.
„Chrissy! On tu jest!”
„Powiedz mu dwie minuty!”
Głos Noaha dobiegł z wejścia.
„Powiedziała to piętnaście minut temu!”
Zdrajca.
W końcu udało mi się założyć kolczyk i przyjrzeć się sobie w lustrze.
Sukienka.
Włosy kręcone.
Makijaż, któremu moja ciocia poświęciła prawie godzinę.
Poczułem się zdenerwowany.
Nie z powodu Noego.
Bo bal maturalny zawsze wydawał mi się czymś, co spotyka starszych ludzi.
I nagle stałem się jedną ze starszych osób.
Złapałam torebkę i ruszyłam w stronę schodów.
Wtedy mama otworzyła drzwi wejściowe.
Potem wszystko dziwnie ucichło.
Podszedłem bliżej do lądowiska.
Noe stanął w przedpokoju.
Garnitur marynarski.
Biała koszula.
Idealnie prosta muszka.
W jednej ręce trzymał mały bukiecik.
Wyglądał na niesamowicie zadowolonego z siebie.
Mama nie.
Spojrzała na niego.
„Pani Jane?”
Mama mrugnęła.
„Och. Noah. Cześć.”
„Wszystko w porządku?”
“Tak.”
Nie była.
Znałem swoją matkę.
Coś się zmieniło w chwili, gdy go zobaczyła.
Jej wzrok powędrował w stronę bukiecika.
Następnie muszka.
Potem jego twarz.
Przez sekundę wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






