„Stałeś się taki jak twój ojciec” – powiedziała mama.
— Często mi to mówiono.
– Tylko twoje oczy są moje.
– Może.
Mama odstawiła walizkę.
— Chciałem porozmawiać.
– Ja wiem.
— Byłam złą matką.
Weroczka nie odpowiedziała.
„Obwiniałam cię, bo nie chciałam przyznać, że to ja boję się życia. Myślałam, że dziecko pozbawiło mnie wolności, piękna i możliwości. Ale prawda jest taka, że sama nic nie zrobiłam”.
– Tak.
Mama skrzywiła się, słysząc jej bezpośredniość.
– Czy mnie nienawidzisz?
Pomyślała Wieroczka.
— Kiedyś tego nienawidziłem. Potem było mi przykro. Teraz nie czuję prawie nic.
Mama zaczęła płakać.
Rozumiem, że nie mam prawa prosić o wybaczenie.
— Możesz zapytać. Ale to ode mnie zależy, czy ci odpowiem.
– Czy mi wybaczysz?
Wieroczka spojrzała na kobietę przed sobą. Nie była to już piękna matka z jej wspomnień, ani brzydka matka z dzieciństwa. Po prostu starsza, zmęczona kobieta, która latami uciekała przed sobą.
„Nie chcę już dźwigać twojego poczucia winy” – powiedziała Weroczka. „Dlatego ci wybaczam. Ale to nie znaczy, że zapomnę o wszystkim”.
Mama skinęła głową.
– Nie zasługuję na ciebie.
– Być może. Ale nie zamierzam już dłużej udowadniać, że zasługuję na miłość.
Etap ósmy: „Vera wiedziała, że jej matka odeszła z jej powodu. Vera nie rozumiała, o jakim cyrku mówiła jej matka, ale rozumiała, że rujnuje jej życie”.
Tego wieczoru siedziały we trzy w kuchni: Weroszka, Galina i mama.
Galina postawiła herbatę na stole i powiedziała:
– Zupy nie będzie.
Mama spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Dlaczego?
– Bo nie wiemy, czy go kochasz.
Weroczka się roześmiała.
Najpierw cicho. Potem głośniej. A potem inni też się śmiali.
To był dziwny śmiech – niezręczny, spóźniony, ale prawdziwy.
Na ścianie tykał zegar, który kiedyś zatrzymał się w dniu, w którym cierpiał tata, a potem znowu zaczął tykać.
Wieroczka spojrzała na nie i pomyślała, ile lat żyła z błędnymi myślami.
Mama nie odeszła z jej powodu.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






