REKLAMA

WILK POD KORONĄ

REKLAMA
WILK POD KORONĄ
REKLAMA

Wilk rzucił się.

Pięć łańcuchów pękło z ogłuszającym trzaskiem, a podłoga pod jego łapami rozstąpiła się.

Krzyki rozdarły amfiteatr.

Caelan pozostał nieruchomy.

Bestia zatrzymała się kilka centymetrów od jego twarzy.

Jego oddech roztopił szron na jego płaszczu.

W jego srebrnych oczach nie dostrzegł głodu.

Dostrzegł rozpoznanie.

Wilk spuścił głowę.

Cisza pochłonęła arenę.

Caelan powoli podniósł lewą rękę.

Blady grzebień wypalony na jego dłoni zaczął świecić.

Ukrywał tę bliznę pod rękawiczkami od dzieciństwa, wierząc, że jest to deformacja, której jego matka nie potrafiła wytłumaczyć.

Wilk opadł na przednie nogi.

To nie było poddanie się.

Klęczał.

Lord Veyr dobył miecza.

„Zabij ich obu.”

Żaden ze strażników się nie poruszył.

Ranna kobieta wyrwała się i zaczęła czołgać w kierunku Caelana.

Zdjęła wisiorek z szyi i wcisnęła mu go w dłoń.

Srebrna obudowa się otworzyła.

Wewnątrz znajdował się miniaturowy portret Caelana jako niemowlęcia śpiącego obok wilka o srebrnych oczach.

Na odwrocie wydrapano cztery słowa.

BESTIA JEST TWOIM OJCEM.

Caelan wpatrywał się w wiadomość, aż litery stały się niewyraźne.

„Mój ojciec zmarł zanim się urodziłem.”

„Właśnie w to Veyr chciał, żebyś uwierzył” – powiedziała kobieta.

Ponad nimi po schodach schodził Lord Veyr.

„Nic nie wiesz o swoim ojcu.”

Caelan zamknął wisiorek.

„To powiedz mi.”

Wyraz twarzy Veyra stał się napięty.

„Urodziłeś się w linii, która powinna była się zakończyć”.

Jeden z czarnych filarów pękł.

Czerwone światło przedostało się przez pęknięcie, oświetlając grzebień identyczny z tym na dłoni Caelana.

Wilk warknął.

Tłum znów się rozstąpił, lecz tym razem kilku mieszkańców wioski nie uciekło.

Stary żołnierz stojący z przodu zdjął hełm.

Uklęknął na jedno kolano.

Wtedy inny strażnik opuścił miecz.

A potem jeszcze jeden.

W ciągu chwili dziewięciu żołnierzy klęczało obok wilka.

Twarz Lorda Veyra straciła wszelki kolor.

„Zdrajcy”.

Pierwszy żołnierz spojrzał na Caelana.

„Służyliśmy twojemu dziadkowi, zanim ludzie Veyra spalili nasze sztandary”.

To imię zrobiło na Caelanie większe wrażenie niż groźba.

Dziadek.

Powiedziano mu, że nikt z rodziny jego ojca nie przeżył.

Stary żołnierz wyciągnął ku niemu rękę.

„Mój królu—”

Strzała trafiła mężczyznę w gardło.

Wybuchł chaos.

Łucznicy Veyra wyskakują z tarasów.

Caelan rzucił się na ranną kobietę, gdy strzały rozbijały się o kamienie.

Wilk rzucił się w górę, wyrywając dwa filary z fundamentów.

„Ruszajcie się!” krzyknęła kobieta.

Złapała Caelana za nadgarstek i pociągnęła go w stronę wąskiego otworu za zniszczonym ołtarzem.

Caelan chwycił miecz i poszedł za nim.

Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, zanim tunel ich pochłonął, był Lord Veyr stojący pośrodku walącej się areny, a jego płaszcz łopotał w czerwonym świetle.

„Zamknąć wszystkie bramy!” – ryknął Veyr. „Następca nie może opuścić Czarnego Kamienia żywy!”

Za Caelanem wilk wydał z siebie ryk, który strząsnął kurz z sufitu tunelu.

Kobieta potknęła się.

Złapał ją zanim upadła.

Spojrzała na niego, a jej twarz napięła się z bólu.

„Nazywam się Elara Vale.”

„Dlaczego Darian powiedział mi, żebym ci nie ufał?”

Jej oczy się zmieniły.

Żadne zaskoczenie.

Uznanie.

Caelan nie wspomniał o liście, ponieważ jeszcze go nie znalazł.

Elara przycisnęła zakrwawioną dłoń do ściany tunelu.

Gdzieś w ciemności kamień się poruszył.

„Już znalazłeś jego ostrzeżenie” – szepnęła.

Caelan podniósł miecz.

„Nie mam.”

W tunelu zapadła cisza.

Elara powoli odwróciła się w stronę czarnego przejścia przed sobą.

„Wtedy zrobił to ktoś inny.”

W ciemności otworzyły się drzwi.

Świeży blask pochodni padał na ścianę.

Na kamieniu wyryte były trzy słowa.

CAELAN WRÓCIŁ DO DOMU.

ROZDZIAŁ 2: KREW POD BLACKSTONE

Ukryte drzwi zostały otwarte od drugiej strony.

Caelan stanął między Elarą a ciemnością, unosząc miecz i nasłuchując kroków.

Nikt nie przyszedł.

Pochodnia za drzwiami płonęła jasno w żelaznym uchwycie.

Ktoś niedawno go zapalił.

„Kto by pomyślał, że przyjdzie nam tu przyjechać?” – zapytał.

Elara opierała się o ścianę, wciąż trzymając jedną rękę na ranie.

“Nikt.”

„Ta odpowiedź staje się coraz mniej przekonująca za każdym razem, gdy jej udzielasz.”

„Nie planowałem, że dziś mnie dźgną.”

„Stałeś obok przykutego do łańcucha potwora przed Lordem Veyrem.”

„Powiedziałem, że nie planuję zostać dźgnięty.”

Caelan spojrzała na krew rozprzestrzeniającą się pod jej palcami.

Traciła zbyt wiele.

Opuścił miecz tylko na tyle długo, by oderwać pasek od podszewki płaszcza.

“Siedzieć.”

„Mogę chodzić.”

„Można dyskutować na siedząco.”

Zacisnęła usta, ale posłuchała.

Caelan uklęknął i owinął tkaninę wokół jej talii.

Rana była wąska i głęboka, najprawdopodobniej została zadana ostrzem ceremonialnym, a nie mieczem żołnierza.

„Kto to zrobił?”

„Mój ojciec.”

Ręce Caelana zatrzymały się.

Elara odwróciła wzrok.

„On nie przebacza nieposłuszeństwa”.

Słowo „ojciec” utkwiło Caelanowi w myślach, lecz zanim zdążył je zadać, przez tunel przeszedł cichy dreszcz.

Z sufitu unosił się kurz.

Daleko za nimi wilk ponownie uderzył w łańcuchy.

Elara przycisnęła dłoń do podłogi.

„Pozostało dwóch”.

„Skąd wiesz?”

„Czuję foki.”

Caelan mocniej zawiązał bandaż.

„Znasz tunele, łańcuchy, moje imię, mojego brata i najwyraźniej to, co znalazłem, zanim to znalazłem.”

„Wiem, co Darian chciał, żebyś odkrył.”

„To nie jest odpowiedź”.

„To jedyne, co mogę powiedzieć, kiedy ściany słuchają.”

Caelan podążył wzrokiem za jej wzrokiem i spojrzał na wyrzeźbione symbole otaczające pochodnię.

„Co to znaczy?”

„Te tunele zbudowali przodkowie Veyra.”

„Kamień nie słucha”.

„Blackstone tak.”

Szept przeszedł przez korytarz.

Caelan się odwrócił.

Brzmiał jak głos jego matki.

Wróć do domu.

Nie słyszał tego od osiemnastu lat.

Ścisnął rękojeść miecza.

Wyraz twarzy Elary złagodniał.

„Słyszałeś kogoś.”

Nie odpowiedział.

„Góra pamięta krew” – powiedziała. „I wykorzystuje pamięć, by prowadzić spadkobierców tam, gdzie chce”.

„Gdzie mnie chce?”

Spojrzała przez otwarte drzwi.

„Prawdzie”.

Szli dalej, głębiej.

Tunel zwęził się, zmuszając ich do podejścia na tyle blisko, że Caelan mógł poczuć, jak ramię Elary ociera się o jego ramię.

Nie podobał mu się każdy szczegół, który u niej zauważył – uparty sposób unoszenia podbródka, staranny sposób, w jaki ukrywała ból, delikatny zapach dymu we włosach.

Znała jego brata.

Możliwe, że go kochała.

Możliwe, że go zdradziła.

Nie potrafił zdecydować, która możliwość rozgniewała go bardziej.

Przejście kończyło się podziemnym mostem zawieszonym nad czarną przepaścią.

Łańcuchy krzyżowały się nad głowami i znikały w głębi góry.

Pod nimi coś się poruszyło.

Caelan usłyszał oddech.

Nie wilka.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA