Uderzył jeszcze raz.
Pęknięcie pojawiło się w pobliżu rury głosowej.
„Darian!”
Cisza.
Caelan zmusił się do oddychania.
Panika była ostrzem zwróconym do wewnątrz.
Przeżył oblężenia, lawiny i trzy dni pod zawaloną kopalnią, ponieważ nauczył się jednej zasady: strach nie zna granic czasu.
Zawsze było więcej czasu, niż twierdził strach.
Przeszukał celę.
Miska z bulionem była ciepła.
Pościel pachniała potem i żelazem.
Ktoś niedawno zajmował ten pokój.
Caelan przesuwał palcami po rzeźbionej ścianie, aż znalazł rowek głębszy niż pozostałe.
Luźny kamień przesunął się pod jego kciukiem.
Za nim leżał złożony list.
Jego imię było napisane na zewnątrz ręką Dariana.
Caelan otworzył.
Caelan,
Jeśli to czytasz, to Elara zaprowadziła cię pod Blackstone.
Nie ufaj jej.
Trzymając nóż, może wyglądać na ranną.
Potrafi mówić prawdę w taki sposób, że każde kłamstwo wydaje się święte.
Służyła Veyrowi zanim zaczęła służyć nam.
Powie, że się zmieniła.
Zapytaj ją, co wydarzyło się na moście Saint Orlan.
Zapytaj ją, kto otworzył zachodnią bramę.
A kiedy powie ci, że zrobiła to, aby uratować ci życie, pamiętaj, że nigdy jej o to nie prosiłeś.
Darian
Ostatnie słowa były niewyraźne.
Caelan ostrożnie złożył list.
Zza ściany dobiegł odgłos skrobania.
Następnie wąskie ostrze przebiło zaprawę między dwoma kamieniami.
„Odsuń się” – szepnęła Elara.
Ostrze było skierowane w dół.
„Nie spieszyłeś się” – powiedział Caelan.
“Zapraszamy.”
W ciągu kilku minut część skały zawaliła się do środka.
Elara przecisnęła się przez szczelinę, jej twarz była blada od utraty krwi.
Caelan złapał ją, zanim upadła.
Przez chwilę jej ciężar spoczywał na nim.
Wtedy przypomniał sobie o liście.
Uwolnił ją.
Oparła się o ścianę.
„Znalazłeś to.”
Podniósł stronę.
„Wiedziałeś, że to tu jest.”
„Wiedziałem, że Darian zostawiał ostrzeżenia w miejscach, do których myślał, że możesz dotrzeć.”
“Dlaczego?”
„Bo kiedy je pisał, uważał, że go zdradziłam”.
„Zrobiłeś to?”
Elara spojrzała na list.
“Tak.”
Uczciwość zaniepokoiła go bardziej, niż zaprzeczenie.
„Na moście Świętego Orlana?”
“Tak.”
„Brama zachodnia?”
„Otworzyłem.”
Żołnierze Veyra wymordowali sześćdziesięciu rebeliantów w Saint Orlan.
Caelan słyszał tę historię w tawernach w całym królestwie.
Masakra stłumiła pierwsze powstanie.
„Potępiłeś ich.”
„Wybieram, kto umrze”.
Jej głos stał się matowy.
„To nie jest lepsze.”
“NIE.”
„Dlaczego to zrobiłeś?”
„Ponieważ Veyr znał twoją lokalizację.”
Caelan wpatrywał się w nią.
„Zaoferował mi wybór” – kontynuowała. „Otwórz zachodnią bramę i daj mu Dariana, albo wyśle jeźdźców do garnizonu nadbrzeżnego, w którym służyłeś”.
„Zamieniłeś za mnie sześćdziesięciu ludzi.”
„Wymieniłem sześćdziesiąt trzy.”
Jej precyzja była nie do zniesienia.
„Liczyłeś.”
„Pamiętam każde imię.”
Caelan odsunął się.
„Nie miałeś prawa.”
“Ja wiem.”
„Nie znałeś mnie.”
„Wiedziałem, kim według Dariana możesz się stać.”
„A co to było?”
„Ostatni ich dziedzic Veyr nie został skorumpowany.”
Caelan zaśmiał się raz, bez humoru.
„Darian więc cię nienawidził, bo mnie uratowałeś.”
„Darian mnie nienawidził, bo nie uratowałem wszystkich”.
Góra znów zadrżała.
Pękł gdzieś w oddali łańcuch.
Elara zamknęła oczy.
„Pozostał jeden.”
Caelan złożył list i schował go do płaszcza.
„Wychodzimy osobno.”
„Nie przetrwasz w tych tunelach sam.”
„Przeżyłem siedem lat bez ciebie”.
„Bo upewniłem się, że Veyr szukał gdzie indziej”.
Odwrócił się do niej.
„Nie rób z siebie bohatera mojego życia”.
„Nie jestem bohaterem niczyjego życia”.
To go uciszyło.
Elara odsunęła się od ściany.
„Darian napisał ten list, zanim dowiedział się, kto wydał rozkaz wysłania waszego bractwa do Świętego Orlana.”
„Veyr?”
„Twój ojciec.”
Ręka Caelana powędrowała do miecza.
„Mój ojciec nie żyje.”
„Elian Thorne żyje”.
Nazwa ta utkwiła mi w pamięci jak kamień.
Oficjalne imię jego ojca brzmiało Elian Aurelian, choć nikt nie wymawiał jego drugiego imienia w obecności Caelana.
“Gdzie?”
“Nie wiem.”
„Wiesz wszystko, dopóki nie zadam ważnego pytania.”
„Znam fragmenty.”
„To daj mi jednego.”
Elara przeszła przez komnatę i otworzyła żelazną skrzynię znajdującą się pod stołem.
Wewnątrz znajdowały się listy przewiązane niebieskim sznurkiem.
Podała mu ten górny.
Napisał Darian.
Elara,
Ojciec wiedział o Saint Orlan’s.
Wysłał tam pułk Caelana jako przynętę.
Veyr nie odkrył Caelana przez przypadek.
Ojciec mu to zaproponował.
Caelan przeczytał to dwa razy.
Jego ojciec przypuszczalnie zmarł przed jego narodzinami.
Jednak Darian pisał o nim tak, jakby się poznali.
„Darian go znalazł?”
“Tak.”
“Gdzie?”
„Pod letnim pałacem”.
“Żywy?”
“Wówczas.”
Caelan przejrzał pozostałe listy.
Niektóre były zakodowane.
Inne zawierały fragmenty map.
Jeden z nich opisywał przewożenie więźniów przez posiadłości królewskie.
Inny wspomniał o starożytnej przysiędze związanej z wilkiem.
Ostatni list został zapieczętowany.
Dla Caelana tak to brzmiało.
Otworzył je.
Brat,
Jeśli Elara ci to dała, to znaczy, że wybrała cię ponownie.
Nie należy tego mylić z lojalnością.
Wybiera to, co jej zdaniem pomoże ocalić królestwo.
Kiedyś to byłem ja.
Teraz to możesz być Ty.
Jeśli na to pozwolisz, korona zamieni uczucie w strategię.
Nie kochaj nikogo, kto zobaczy twoją krew, zanim zobaczy ciebie.
Caelan opuścił stronę.
Elara stała przy drzwiach, patrząc na niego z wyrazem twarzy, którego nie potrafił odczytać.
„Kochałaś go?”
Pytanie zniknęło, zanim zdążył je przerwać.
Jej twarz się zmieniła.
“Tak.”
Zazdrość ogarnęła go tak mocno, że niemal znienawidził siebie za to.
„Czy on cię kochał?”
„On wierzył, że tak.”
„To nie jest ta sama odpowiedź”.
„To jedyny, jaki mam.”
Nad nimi rozległ się dźwięk rogu.
Żołnierze Veyra wkraczali do tuneli.
Elara zebrała mapy.
„Musimy się ruszyć.”
Caelan wziął listy.
Gdy wychodzili z komnaty, zauważył pod stołem mały przedmiot.
Srebrna spinka do włosów.
Elara dotknęła jej włosów.
Jedna strona była luźna.
Podniósł go.
Szpilka była ciepła.
Na spodniej stronie znajdował się herb Veyra.
„Powiedziałeś, że twój ojciec cię dźgnął” – powiedział Caelan.
Elara zamarła.
“Tak.”
Caelan uniósł szpilkę.
„Dlaczego nosisz herb człowieka, który na nas polował?”
W tunelu rozległy się kroki.
Elara spojrzała w kierunku zbliżającego się światła pochodni.
A potem z powrotem na niego.
„Ponieważ Lord Veyr jest moim ojcem.”
ROZDZIAŁ 4: KRÓLESTWO ZBUDOWANE NA KŁAMSTWIE
Caelan nie odezwał się, dopóki nie dotarli do tunelu rzecznego.
Czarna woda płynęła pod niskim kamiennym sklepieniem, nanosząc lód z góry do niższego miasta.
Elara szła naprzód, jedną ręką opierając się o ścianę.
Caelan podążył za nim z dobytym mieczem.
Nie odłożył jej od chwili, gdy poznał jej imię.
„Mógłeś mi powiedzieć.”
„Nie poszedłbyś za mną.”
„Masz rację.”
„Dlatego ci nie powiedziałem.”
Prawie się roześmiał.
„Masz odpowiedź na każde oszustwo.”
„Nie” – powiedziała Elara. „Tylko powody”.
Wyłonili się pod opuszczonym budynkiem łaźni.
Poranne światło wpadało przez rozbite okna.
Za popękanymi murami budziło się dolne miasto Blackstone.
Zadzwoniły dzwony kościelne.
Otwarto stragany na targu.
Żołnierze przybijali plakaty na każdym rogu.
Caelan przeszedł przez ulicę i zerwał jednego z nich.
Jego własna twarz spoglądała na niego spod królewskiej pieczęci.
POSZUKIWANY ZA ZDRADĘ STANÓW, MORDERSTWO I UWOLNIENIE BESTII Z BLACKSTONE.
NAGRODA: PIĘĆ TYSIĘCY KORON.
„Pracują szybko” – powiedział.
Elara naciągnęła kaptur.
„Mój ojciec przygotował je przed ceremonią.”
Caelan spojrzał na nią.
„Spodziewał się mnie.”
„Miał nadzieję, że przyjdziesz.”
“Dlaczego?”
„Aby zmusić wilka, żeby rozpoznał cię publicznie”.
„To brzmi jak coś przeciwnego do tego, czego chciał”.
„Potrzebował dowodu, zanim cię zabił.”
Poruszali się wąskimi uliczkami, a ludzie wokół nich szeptali.
Piekarz zobaczył plakat w ręku Caelana i spojrzał na jego twarz.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się.
Caelan sięgnął po miecz.
Zamiast tego piekarz podniósł bochenek.
„Weź to” – wyszeptał. „Zanim patrol się odwróci”.
Caelan zawahał się.
Piekarz wcisnął mu chleb w ręce.
„Mój dziadek obsługiwał stary dom.”
Z placu dobiegł krzyk.
Żołnierze otoczyli rodzinę stojącą przed małym kamiennym domem.
Kobieta trzymała dwójkę dzieci, podczas gdy funkcjonariusz ciągnął jej męża na ulicę.
„Ukrywamy rebeliantów” – oznajmił oficer.
„Daliśmy podróżnikowi wody” – krzyknęła kobieta.
Policjant ją uderzył.
Caelan ruszył, zanim Elara zdążyła go powstrzymać.
Złapał oficera za nadgarstek.
Na placu zapadła cisza.
Oficer wpatrywał się w niego.
Następnie na plakacie.
„Pięć tysięcy koron” – wyszeptał.
Caelan wykręcił mu rękę i rzucił go na kolana.
Trzech żołnierzy dobyło mieczy.
Elara stanęła między nimi.
„Kapitan Sol.”
Kapitan zamarł.
Rozpoznał ją.
„Pani Elara.”
Tytuł wywołał poruszenie wśród tłumu.
Caelan czuł, jak spojrzenia wszystkich przesuwają się z jednego na drugiego.
Córka Veyra.
Poszukiwany dziedzic.
Razem.
Kapitan Sol zniżył głos.
„Twój ojciec nakazał cię aresztować.”
„Nakazał wiele głupich rzeczy”.
„Jesteś ranny.”
„W takim razie nie zmuszaj mnie do szybkiego działania.”
Żołnierze zawahali się.
Caelan uwolnił oficera.
„Puść rodzinę.”
Kapitan Sol spojrzał na tłum.
Zbyt wielu świadków.
Zbyt wiele rąk zaciska się wokół narzędzi i noży.
Dał znak swoim ludziom.
Rodzina została uwolniona.
Przez jeden oddech plac zdawał się oddychać.
Wtedy bełt z kuszy trafił ojca w plecy.
Upadł na oczach swoich dzieci.
Strzelec stał na dachu i miał na sobie czarne insygnia Veyra.
Kara publiczna.
Przesłanie było jasne.
Caelan dobył miecza, ale strzelec zniknął za kominem.
Syn zmarłego wpatrywał się w Caelana.
„Powiedziałeś, że może iść.”
Caelan nie miał odpowiedzi.
Matka chłopca odciągnęła go.
Nadzieja trwała krócej niż uderzenie serca.
Elara dotknęła ramienia Caelana.
„Musimy odejść.”
Spojrzał na krew rozlewającą się po kamieniach.
„To jest to, co chroni twój ojciec?”
„On to nazywa porządkiem.”
„A ty nazywałeś go ojcem.”
„Nie wybierałem swojej krwi”.
Te słowa były zbyt bolesne.
Uciekli zanim przybyło więcej żołnierzy.
Elara zaprowadziła go do piwnicy pod sklepem ze świecami.
Ukryte drzwi prowadziły do sieci pomieszczeń rebeliantów, gdzie przy długich stołach pracowali ranni mężczyźni, skrybowie, rolnicy i byli żołnierze.
Rozmowa urwała się, gdy wszedł Caelan.
Podniosła się starsza kobieta.
Jej lewe oko było zamglone, ale prawe pozostawało ostre.
Ona się skłoniła.
“Wasza Królewska Mość.”
„Nie nazywaj mnie tak.”
„Jak więc nazwiemy człowieka, któremu wilk się skłonił?”
„Caelan.”
Przez inne drzwi wciągnięto naznaczonego bliznami więźnia.
Nosił łańcuchy Veyra.
Krew pokrywała jego twarz.
Strażnicy wypuścili go u stóp Caelana.
Więzień podniósł wzrok.
W jego oczach pojawiło się zrozumienie.
„Wasza Wysokość” – wyszeptał.
Caelan uklęknął.
„Kim jesteś?”
„Kapitan Marek.”
Stary żołnierz z amfiteatru wspomniał imię królewskiego dowódcy, który przeżył czystkę.
Marek złapał Caelana za rękaw.
„Bestia nie jest twoim wrogiem”.
“Ja wiem.”
„Nie.” Marek kaszlnął krwią. „Znasz tylko pierwsze kłamstwo.”
Z okna piwnicy padł strzał.
Marek drgnął.
Z jego szyi wystawała mała strzałka.
Dostał drgawek.
Elara go złapała.
„Kto wysłał łucznika?” zapytał Caelan.
Oczy Marka skierowały się w jego stronę.
„Twój brat.”
Potem umarł.
ROZDZIAŁ 5: DZIEDZIC, KTÓRY ODRZUCIŁ KORONĘ
Rebelianci chcieli, aby Caelan został koronowany przed zachodem słońca.
Twierdzili, że morderstwo Marka jest dowodem na to, że Veyr zaczął eliminować wszystkich związanych ze starą linią krwi.
Twierdzili, że świadkami klęczącego wilka były setki osób.
Twierdzili, że symbole są ważniejsze od armii.
Caelan słuchał w milczeniu.
Kiedy skończyli, położył miecz na stole.
„Nie jestem królem”.
Starsza kobieta, Matka Sabine, obserwowała go z drugiego końca pokoju.
„Królowie rzadko zostają królami, ponieważ czują się przygotowani”.
„Nie chcę przygotowań”.
„Pożądanie nigdy nie rządziło krwią”.
Caelan poczuł pieczenie w dłoni.
Zacisnął pięść.
„Przyszedłem tu dla mojego brata.”
„I założył królestwo”.
„O żadne z nich nie prosiłem.”
Elara stała przy ścianie, z twarzą bladą od rany.
Od śmierci Marka niewiele mówiła.
Niektórzy rebelianci nie chcieli na nią spojrzeć.
Inni patrzyli tylko na nią.
Córka Veyra w ruchu oporu.
To była sprzeczność, która stała się bronią.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






