REKLAMA

WILK POD KORONĄ

REKLAMA
WILK POD KORONĄ
REKLAMA

Matka Sabine położyła na stole starożytny miecz.

Jego metal był biały, niemal przezroczysty.

„Ostrze Przysięgi” – powiedziała. „Rozpoznaje krew rodu Aurelian”.

„Mam już miecz.”

„To decyduje, czy pójdziemy za tobą.”

Caelan rozejrzał się po pokoju.

Mężczyźni i kobiety czekali.

Nadzieja czyniła ich niebezpiecznymi.

Widział żołnierzy maszerujących na śmierć, ponieważ sztandar przekonywał ich, że poświęcenie nabierze sensu.

Nie miał ochoty stać się kolejnym sztandarem.

„Co się stanie, jeśli nie będzie świecić?”

„Pomagamy Ci opuścić miasto.”

„A jeśli tak?”

„Prosimy, abyście zostali.”

Caelan chwycił rękojeść.

Biały ogień pędził wzdłuż ostrza.

Wszystkie świece w pokoju zgasły.

Ostrze Przysięgi oświetliło twarze rebeliantów.

Niektórzy płakali.

Inni uklękli.

Caelan to wypuścił.

Ogień pozostał.

Młody mężczyzna wystąpił naprzód.

“Wasza Królewska Mość.”

Caelan strącił ostrze ze stołu.

Z brzękiem upadł na podłogę.

„Powiedziałem nie.”

Światło zniknęło.

Rozległy się szmery.

Matka Sabine nie poruszyła się.

„Myślisz, że odmowa przyjęcia korony cię od niej uwolni.”

„Myślę, że powstrzymuje mnie to przed zostaniem człowiekiem, który wierzy, że krew czyni jego decyzje sprawiedliwymi”.

Elara podniosła wzrok.

Po raz pierwszy tego dnia na jej twarzy pojawił się wyraz aprobaty.

Kapitan rebeliantów o imieniu Rowan uderzył pięścią w stół.

„Ludzie giną, podczas gdy ty chronisz swoje sumienie”.

„Moje sumienie jest jedynym powodem, dla którego nie mogę zostać Veyrem.”

„Porównujesz się z nim?”

„Porównuję z nim każdego człowieka posiadającego władzę”.

Rowan wyciągnął nóż.

„W takim razie może wilk wybrał źle”.

Elara ruszyła się przed Caelanem.

Ustawiła się pomiędzy nimi.

„Odłóż to.”

Rowan się roześmiał.

„Teraz go bronisz?”

„Bronię jedynej osoby w tym pokoju, która ma wątpliwości, czy zasługuje na posłuszeństwo”.

„Jesteś krwią Veyra.”

„I udowadniasz, że krew nie decyduje o charakterze.”

W pokoju zapadła cisza.

Twarz Rowana poczerwieniała.

„Otworzyłeś bramę Świętego Orlana.”

“Tak.”

„Moja siostra tam zginęła”.

“Ja wiem.”

„Pamiętasz ją?”

„Lysa Rowan. Dwadzieścia dwa. Łucznik. Czerwony szalik.”

Jego nóż drżał.

Elara nie odsunęła się.

„Pamiętam każdą osobę, która zginęła przeze mnie”.

„To jej nie przywróci życia”.

“NIE.”

„W takim razie uklęknij.”

Caelan się ruszył.

Elara podniosła rękę, nie patrząc na niego.

Uklękła.

Rebelianci patrzyli.

Rowan przyłożyła nóż do jej brody.

“Przepraszać.”

Elara spojrzała na niego.

„Przykro mi, że twoja siostra nie żyje.”

„Powiedz, że ją zamordowałeś.”

„Otworzyłem bramę.”

„Powiedz to.”

„Zamordowałem ją.”

Oczy Rowana zaszkliły się.

Odsunął się.

Nóż wypadł mu z ręki.

Elara pozostała na kolanach.

Caelan wyciągnął rękę.

Spojrzała na to.

Przez chwilę myślał, że odmówi.

Potem włożyła swoje palce w jego.

Podciągnął ją do góry.

Ich oczy się spotkały.

Coś między nimi zaszło – nie przebaczenie, nie zaufanie, ale uznanie.

Żadna z nich nie uniknęła wyborów, które podjęto w ich imieniu.

Matka Sabine odchrząknęła.

„Jest jeszcze jedna prawda, którą ta sala musi usłyszeć”.

Dłoń Elary zacisnęła się w dłoni Caelana.

Sabine stawiła czoła rebeliantom.

„Elara Vale nie jest jej prawdziwym imieniem.”

Caelan ją uwolnił.

Sabine kontynuowała.

„Urodziła się jako Elara Veyr.”

Wybuchł gniew.

Broń była darmowa.

Rowan spojrzał na nią, jakby znów go dźgnęła.

Caelan stanął przed Elarą.

To był instynkt.

Nienawidził tego, że to był instynkt.

Sabine podniosła obie ręce.

„Jej matką była Lady Selene Aurelian, siostra ojca Caelana.”

W pokoju zapadła cisza.

Caelan się odwrócił.

„Elara jest moją kuzynką?”

„Nie” – powiedziała Sabine. „Selene została adoptowana przez rodzinę królewską. Nie miała krwi aureliańskiej”.

Wyraz twarzy Elary pozostał nieodgadniony.

„Dlaczego mi nigdy nie powiedziałeś?” zapytał Caelan.

„Ponieważ wiedza uczyniła mnie wartościową”.

„Do kogo?”

„Do obu stron”.

Eksplozja wstrząsnęła klasztorem.

Zewnętrzny mur zawalił się.

Zabójcy w czarnych zbrojach wyłaniali się z dymu.

Elara popchnęła Caelana na ziemię, gdy ostrze przeleciało nad jego głową.

Chwyciła leżące Ostrze Przysięgi.

Zapalił się biały ogień.

Przez chwilę wszyscy się gapili.

Ostrze również ją rozpoznało.

Elara z przerażeniem patrzyła na światło.

Wtedy zabójca wbił włócznię w plecy Caelana.

Stanęła między nimi.

Włócznia przebiła jej ramię.

Caelan ryknął i powalił napastnika.

Gdy zabójca upadł, z jego rękawicy wypadł srebrny pierścień.

Caelan podniósł.

Pieczęć Dariana.

Wewnątrz zespołu wygrawerowano nowe słowa.

PRZYPROWADŹCIE JĄ DO MNIE.

ROZDZIAŁ 6: CÓRKA WROGA

Za nimi spłonął klasztor.

Caelan niósł Elarę przez las, podczas gdy ocalali rebelianci rozproszyli się po wzgórzach.

Straciła przytomność po tym, jak włócznia została usunięta.

Krew przesiąkła mu rękaw.

Powtarzał sobie, że zachowuje informacje.

Powtarzał sobie, że Darian potrzebuje jej żywej.

Powtarzał sobie wiele rzeczy.

Nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego każdy jej płytki oddech przypominał wbijanie ostrza pod żebra.

Dotarli do opuszczonego domku myśliwskiego przed świtem.

Rowan zaryglował drzwi.

Matka Sabine rozpaliła ogień w kominku.

Caelan położył Elarę na wąskim łóżku.

Włócznia nie trafiła w płuco, ale rana była głęboka.

Sabine sprzątała, podczas gdy Elara na przemian odzyskiwała i traciła przytomność.

W pewnym momencie złapała Caelana za nadgarstek.

„Nie pozwól mu mnie zabrać.”

“Kto?”

„Darian.”

Potem znowu zasnęła.

Rowan stał przy oknie.

„Powinieneś był ją zostawić.”

„Ona mnie uratowała.”

„Uratowała cię, po tym jak doprowadziła do nas zabójców”.

„Nie wiemy, czy to zrobiła”.

„Nie mieliśmy ataków, dopóki ona nie przybyła”.

Caelan spojrzał na sygnet.

„Ta wiadomość była przeznaczona dla niej”.

„Albo żebyś uwierzył, że tak było”.

Kłótnia nie miała jasnego zakończenia, bo podejrzenia rzadko kiedy tak się zdarzały.

Rano Elara się obudziła.

Jej twarz była pozbawiona koloru.

Caelan usiadł obok łóżka.

„Dlaczego Darian cię chce?”

„On chce tego, co ja wiem.”

„Który to jest?”

„Gdzie ukryty jest ostateczny klucz”.

„Jaki klucz?”

„Ostatniego łańcucha nie można zerwać samą siłą”.

Caelan pochylił się bliżej.

„Mówiłeś, że pozostał jeden łańcuch.”

„Tak.”

„I wiesz, jak to uwolnić.”

“Tak.”

„To dlaczego tego nie zrobiłeś?”

„Bo nie wiem, w co zamieni się wilk, gdy będzie wolny.”

„Powiedziałeś, że to mój ojciec.”

„Powtórzyłem to, co Darian napisał w wisiorku.”

„Wiedziałeś, że to może być fałsz.”

„Wiedziałem, że jest niekompletny”.

Caelan wstał.

„Karmisz mnie kawałkami od czasu areny.”

„Bo każda pełna prawda uczyniła cię lekkomyślnym”.

„Nie możesz mierzyć tego, co jestem w stanie znieść”.

„Widziałem, jak twój brat załamał się pod mniejszym ciężarem.”

Te słowa go zatrzymały.

„Co się stało z Darianem?”

Elara spojrzała w stronę ognia.

„Po Saint Orlan, Veyr trzymał go pod letnim pałacem.”

„Przez siedem lat?”

„Za trzy.”

„A co potem?”

„Uciekł.”

„To dlaczego powiedziałeś, że zniknął?”

„Ponieważ mężczyzna, który uciekł, nie był tym, którego znałem”.

Wyjaśniła, że ​​Darian powrócił do ruchu oporu mając doskonałą wiedzę na temat więzień Veyra i planów wojskowych.

Na początku świętowali.

Potem świadkowie zaczęli umierać.

Plany zawiodły na chwilę przed sukcesem.

Darian obwiniał zdrajców.

Stracił trzech rebeliantów bez procesu.

Elara skonfrontowała się z nim.

Oskarżył ją o zazdrość, zdradę i słabość.

Następnie zniknął z połową skarbca ruchu oporu.

„Po co miałby zostawiać pierścień zabójcy?”

„Abyśmy podążali.”

“Dokąd?”

„Letni pałac”.

Caelan spojrzał na nią.

„Wtedy podążamy.”

Elara próbowała usiąść.

Ból powalił ją do przodu.

Caelan złapał ją za ramiona.

Ich twarze znalazły się w odległości kilku cali.

Spojrzała na jego usta.

Tylko na chwilę.

Zauważył.

Ona też.

Elara wycofała się pierwsza.

„Nie możesz mnie wnieść do pałacu.”

„Niosłem cięższe brzemiona”.

„To chyba najmniej romantyczna rzecz, jaką ktokolwiek mi powiedział.”

„Kto powiedział, że to romantyczne?”

Jej uśmiech pojawił się niespodziewanie.

Zmieniło to jej twarz.

Caelan patrzył zbyt długo.

Uśmiech zniknął.

Przez chwilę w domku wydawało się, że jest ciszej, niż było w rzeczywistości.

Potem wszedł Rowan.

„Znaleźliśmy jednego żywego zabójcę.”

Więźnia przywiązano do krzesła w piwnicy.

Zdjęto mu maskę.

Był młody.

Nie starszy niż dwadzieścia lat.

W jego oczach pojawił się strach.

Caelan uniósł pierścień Dariana.

„Kto ci to dał?”

Zabójca spojrzał na Elarę.

„Lord Veyr.”

„Który?” zapytał Caelan.

Młody mężczyzna przełknął ślinę.

„Lord Darian Veyr.”

Cisza.

Elara chwyciła się poręczy schodów.

Caelan podszedł bliżej.

„Darian Thorne.”

Zabójca pokręcił głową.

„Przyjął imię Veyr dwa lata temu.”

“Dlaczego?”

„On jest wybranym dziedzicem”.

Piwnica zdawała się przechylać.

„Do czego?”

„Do Blackstone’a.”

Na zewnątrz rozległ się dźwięk rogu.

Rowan podszedł do okna.

Jeźdźcy otoczyli schronisko.

Na ich czele siedział mężczyzna w czarnej zbroi.

Jego włosy były dłuższe.

Jego twarz stała się szczuplejsza.

Ale Caelan rozpoznał go, zanim jeszcze zdjął hełm.

Darian spojrzał w górę na domek.

Potem się uśmiechnął.

„Bracie” – zawołał. „Przyprowadź mi moją narzeczoną”.

ROZDZIAŁ 7: WIĘZIEŃ BEZ GROBU

Darian nie zaatakował.

To przeraziło Caelana bardziej, niż zrobiłaby to cała armia.

Czekał za drzewami z dwudziestoma jeźdźcami, podczas gdy w domku zapadła cisza.

Elara stała za Caelanem, trzymając jedną rękę w temblaku.

„Panna młoda?” zapytał Caelan.

Ona nie odpowiedziała.

„Elara.”

„To było ustalone, kiedy byliśmy dziećmi.”

„Powiedziałaś, że go kochasz.”

„Tak.”

„A on cię kochał?”

„Kochał to, co dało mu małżeństwo ze mną”.

„Co to było?”

„Roszczenie złożone przez Veyra i moją matkę.”

Caelan spojrzał na Dariana.

Jego brat kiedyś przeniósł go na ramionach przez wezbraną rzekę.

Nauczył go walczyć, oszukiwać w karty i przekonująco kłamać księżom.

Teraz nosił herb Veyra.

Darian zadzwonił ponownie.

„Wyjdź na zewnątrz, Caelan.”

Caelan schował miecz.

Rowan zablokował drzwi.

„To pułapka.”

“Tak.”

„I tak idziesz?”

“Tak.”

Caelan wszedł w śnieg.

Darian zsiadł z konia.

Przez kilka oddechów żaden z nich się nie poruszył.

Wtedy Darian pokonał dzielącą ich przestrzeń i objął go.

Ciało Caelana zesztywniało.

Od jego brata czuć było skórę, dym i olejek cedrowy, którego używał jako młody człowiek.

Znajomość boli bardziej niż nienawiść.

„Zestarzełeś się” – powiedział Darian.

„Przeżyłeś.”

„Miałem powody”.

„Mógłeś wysłać wiadomość.”

„Tak.”

„Do Elary.”

Uśmiech Dariana stał się cieńszy.

„Zawsze zostawiała najlepsze wiadomości.”

Caelan odepchnął go.

„Dlaczego służysz Veyrowi?”

„Zastępuję go.”

„To nie jest odpowiedź”.

„To jedyna odpowiedź, która ma znaczenie”.

Darian spojrzał w stronę domku.

„Powiedziała ci, że zdradziłem ruch oporu.”

„Opowiedziała mi, kim się stałeś po uwięzieniu.”

„Czy ona ci powiedziała, co mi zrobili?”

“NIE.”

„Oczywiście, że nie.”

Jego spojrzenie stało się stwardniałe.

„Trzymali mnie pod letnim pałacem przez trzy lata. Bez światła słonecznego. Bez imion. Tylko pytania o ciebie.”

„Dlaczego ja?”

„Ponieważ Ojciec chciał cię chronić.”

Caelan zacisnął szczękę.

„Nasz ojciec żyje?”

Darian spojrzał na jeźdźców.

„Nie tutaj.”

„A gdzie?”

„Przyjdź do pałacu.”

„Z Elarą.”

„Ona zna dolne krypty.”

„Ty też ich znasz.”

„Wiem, jakie pokoje chcieli, żebym zobaczył.”

Elara wyszła z domku.

Wyraz twarzy Dariana uległ zmianie.

Ból, złość i coś starszego.

„Powinieneś był przyjść, kiedy wołałem.”

„Powinieneś był przestać dzwonić do zabójców.”

„Wiedziałem, że Caelan cię ochroni.”

Caelan zauważył, jak wzrok Dariana przenosił się z jednego na drugiego.

Posiadanie wyostrzyło wyraz jego twarzy.

Elara zeszła po schodach.

„Pójdę.”

„Nie” – powiedział Caelan.

Ona go zignorowała.

„W zamian twoi jeźdźcy nie dopuszczą do ataku na rebeliantów.”

Darian się uśmiechnął.

„Nadal negocjujesz tak, jakbyś miał władzę.”

„Ja trzymam klucz.”

Uśmiech zniknął.

Darian wyciągnął rękę.

Elara nie wzięła.

Caelan podszedł do niej.

„Wszyscy idziemy.”

Letni pałac lśnił nad zamarzniętym jeziorem, a jego białe wieże odbijały się niczym noże.

Tej nocy na górnych piętrach odbył się bal maskowy, na który przybyły osobistości w złotych, piórzach i maskach zdobionych klejnotami.

Darian wprowadził Caelana i Elarę przez główne wejście jako honorowych gości.

To upokorzenie było celowe.

Plakaty z nazwiskami wciąż wisiały w całym królestwie, lecz tutaj Caelan przechadzał się pod żyrandolami, podczas gdy szlachta bił brawo mężczyźnie oskarżonemu o zdradę stanu.

Darian podał mu czarną maskę.

“Uśmiech.”

„Wolę krwawić.”

„To da się załatwić.”

Elara miała na sobie srebrną suknię podarowaną przez pałac.

Caelan widział ją ranną, wściekłą, wyczerpaną i uzbrojoną.

Nie był na to przygotowany.

Sukienka odsłaniała jedno ramię i ukrywała bandaże pod haftowanym jedwabiem.

Jej włosy były ozdobione srebrnymi liśćmi.

Przyłapała go na tym, że się jej przyglądał.

„Nie.”

„Nic nie powiedziałem.”

„Miałeś to zrobić.”

Pomiędzy nimi pojawił się Darian.

Wyciągnął do Elary rękę.

„Nasz taniec”.

Ona się nie ruszyła.

Wszyscy w pokoju obserwowali.

Odmowa stałaby się widowiskiem.

Elara położyła swoją dłoń na jego dłoni.

Dołączyli do tancerzy.

Caelan stała na skraju sali balowej, a Darian trzymał ją zbyt blisko.

Ich rozmowa była niesłyszalna.

Ich wyrazy twarzy nie były takie.

Elara wyglądała na opanowaną.

Darian wyglądał triumfalnie.

Następnie jego ręka przesunęła się niżej na jej plecy.

Caelan wszedł na parkiet.

Przeszedł między nimi.

„Moja kolej.”

Darian się roześmiał.

„Nigdy nie nauczyłeś się kroków.”

„Dość się nauczyłem”.

Caelan wziął Elarę za rękę.

Jej palce były zimne.

Przemieszczali się pod żyrandolami, podczas gdy szlachta szeptała.

„Pogarszasz sytuację” – powiedziała.

“Ja wiem.”

„Dlaczego więc?”

„Bo chciał, żebym to oglądał”.

Elara spojrzała na niego.

„A ty się sprzeciwiłeś?”

“Tak.”

Odpowiedź zawisła między nimi.

Muzyka zwolniła.

Dłoń Caelana spoczęła na jej talii.

Jej oddech się zmienił.

Przez jedną niebezpieczną chwilę żadne z nich nie pamiętało, co się dzieje w tym pokoju.

Wtedy opuszki palców Elary dotknęły ukrytego klucza wszytego w jego rękaw.

„Dolne sklepienie” – wyszeptała. „Teraz”.

Wyszli podczas oklasków.

Muzyka w sali balowej stała się stłumionym biciem serca.

Pieczęć Dariana otwierała troje żelaznych drzwi.

W najgłębszym korytarzu unosił się zapach wilgotnego kamienia i lekarstw.

Komórki wyłożone po obu stronach.

Naukowcy.

Byli strażnicy.

Księża.

Ludzie oficjalnie martwi.

Na końcu stała jedna zajęta cela.

Mężczyzna siedział oparty o ścianę.

Jego broda posiwiała.

Jego ramiona pozostały szerokie.

Caelan znał go z portretu na wisiorku.

Jego ojciec.

Elian Aurelian spojrzał w górę.

Łzy napłynęły mu do oczu.

„Caelan.”

Zanim Caelan zdążył się ruszyć, za nimi rozległy się kroki.

Darian stał na korytarzu.

Spojrzał na Elarę.

„To dzięki niej mnie znaleźli.”

ROZDZIAŁ 8: BRAT, KTÓRY WRÓCIŁ ŹLE

Elara nie zaprzeczyła.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA