Owen głośno odpiął fotelik i spróbował przecisnąć się między naszymi zagłówkami, oddychając szybko i płytko.
„Tato, proszę, Barnaby boi się jej domu” – krzyknął, wyciągając swoją małą rączkę w stronę mojego ramienia. Jego palce drżały.
Zanim zdążyłem sięgnąć do tyłu i pomóc mu zejść, Marsha nagle obróciła się na krześle z płynną prędkością i zacisnęła dłoń na jego lewym nadgarstku.
Jej zadbane paznokcie wbijały się głęboko w jego skórę, zatrzymując go w szczelinie między siedzeniami.
„Usiądź wygodnie i zapnij pasy, Owen” – powiedziała szyderczo słodkim, ale spokojnym tonem.
Trzymała go tam przez pięć sekund, nie pozwalając mu ustąpić, zanim w końcu go puściła i odwróciła się z powrotem w stronę przedniej szyby.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






