Mogliby cię wyrzucić, gdyby szkoła się dowiedziała. Widzisz, dlatego nie mogę z nikim rozmawiać, warknęła.
Maska skruchy opada. Wszyscy tylko osądzają, zamiast zrozumieć.
Próbuję zrozumieć, nalegałem. Ale to niezdrowe.
Potrzebujesz pomocy, nie tabletek.
„Powinniśmy powiedzieć mamie i tacie.”
„Co im powiedzieć?” Lauren gorzko się zaśmiała.
Że ich idealna córka to w rzeczywistości oszustka. Że nie potrafię sprostać ich oczekiwaniom bez pomocy środków chemicznych.
Byliby zdruzgotani. Może właśnie to musi się stać – zasugerowałem ostrożnie.
Może powinni zobaczyć prawdziwe konsekwencje presji, jaką na nas wywierają. Łatwo ci mówić.
Głos Lauren stwardniał. Oni prawie nie mają wobec ciebie oczekiwań.
To ja niosę dziedzictwo tej rodziny. To niesprawiedliwe.
Życie nie jest sprawiedliwe – przerwała, nagle wstając. – Zbyt ciężko pracowałam, żeby cokolwiek mogło zagrozić mojej przyszłości.
Idę na Yale. Odniosę sukces i nic nie stanie mi na drodze.
Coś w jej głosie wysłało ostrzegawcze sygnały przez moje ciało. Delikatnie się poruszyłem, zwiększając dystans między nami na wąskim odcinku dachu.
Lauren, przerażasz mnie. Sama się boję – przyznała.
Niepokojący spokój zastąpił jej wcześniejsze zdenerwowanie. Podeszła bliżej, gdy ja instynktownie się cofnąłem.
Ale już sobie poradziłam. Problemem nie są tabletki ani ciśnienie.
To te rozpraszacze. Jak na przykład twoje nagłe zainteresowanie szkołą artystyczną i to, że wszyscy tak bardzo interesują się twoją fotografią.
Teraz moje plecy były przyciśnięte do okna mansardowego w mojej sypialni. Odwrót niemożliwy.
Lauren stanęła między mną a otwartym oknem, przez które się wdrapałem. Co ty mówisz?
Zapytałem, choć coś pierwotnego we mnie już rozpoznało zagrożenie. Mówię, że Lauren odpowiedziała z niepokojącą jasnością, że czasami problemy wymagają trwałych rozwiązań.
Jej ruch był szybki i precyzyjny, dłonie połączyły się z moimi ramionami w potężnym pchnięciu, które nie pozostawiało wątpliwości co do intencji. Na moment zamarłem, zachwiałem się na krawędzi, rozpaczliwie machając rękami, by złapać równowagę.
Na twarzy Lauren nie było gniewu, tylko zimna determinacja. Potem grawitacja mnie pochłonęła.
Upadek trwał jednocześnie wieczność i chwilę. Pamiętam fragmenty.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






