„To nie ma sensu.”
„Rowena bała się tego, kim stała się Mara.”
„Kim się stała?”
Varik wyglądał niemal smutno.
„Wilk, który potrafił posługiwać się magią Strażnika.”
Serce Saran zaczęło walić.
Tę samą kombinację, którą ona niosła.
„Dlaczego miałbym ci wierzyć?”
„Nie powinieneś.”
Zza niej dobiegł głos Dravena.
Wszedł na dziedziniec.
Varik się uśmiechnął.
„Upadły król”.
„Nieudany starszy”.
„Wciąż dramatyczne.”
Draven podszedł do Saran.
Varik przyjrzał im się.
Potem przyszło zrozumienie.
„Więc Krąg wybrał was oboje.”
Nikt nie odpowiedział.
Varik zaśmiał się cicho.
„Rowenie by się to nie podobało”.
“Dlaczego?”
„Ponieważ pierwotny traktat nie był błogosławieństwem”.
Spojrzał na Saran.
„To było zaklęcie wiążące.”
Varik wyjaśnił, że przed wiekami wilki i Strażnicy toczyli ze sobą wojnę.
Pierwszy Król Alfa i pierwszy Strażnik Kale stworzyli tron, aby związać oba gatunki jednym magicznym prawem.
Jednak władza skorumpowała ich następców.
Z czasem wspólny tron stał się tronem wilka.
Strażnicy zniknęli.
„Rowena chciała zniszczyć system” – powiedział Varik.
„Więc po co zachować Krąg?”
„Miała nadzieję, że pewnego dnia ktoś wystarczająco silny dokończy to, czego ona nie potrafiła”.
Saran spojrzała na Dravena.
„Zniszcz tron”.
Varik skinął głową.
„Ale Ronan chce go odrestaurować.”
Draven zmarszczył brwi.
„Ronan został odrzucony”.
„Korona odrzuciła go jako jedynego władcę”.
Varik się uśmiechnął.
„Może przyjąć go z właściwym Opiekunem.”
Saran zrozumiała.
“Ja.”
“Tak.”
Draven warknął.
Varik go zignorował.
„Dlatego Ronan potrzebuje cię żywego.”
“A ty?”
„Chcę Mary.”
Gniew Sarana się zaostrzył.
„Kochałeś moją matkę?”
„Nadal tak uważam.”
„Dlaczego więc jest uwięziona?”
„Bo miłość i dobroć to nie to samo”.
Ta odpowiedź zaniepokoiła Saran bardziej, niż gdyby zaprzeczyła.
Udali się na górę Veyra w ramach tymczasowego rozejmu.
Elara pozostała z dziećmi i Guardianem.
Draven trzymał się blisko Saran.
Żaden z nich nie ufał Varikowi.
Górskie więzienie było starożytne.
W środku znajdowała się okrągła komnata, w której uwięziona była kobieta, spętana łańcuchami ze świecącego srebra.
Saran się zatrzymała.
Więzień podniósł głowę.
Te same ciemne włosy.
Te same oczy.
Starszy.
Pokryty bliznami.
“Mama?”
Mara Kale patrzyła.
Łzy pojawiły się natychmiast.
„Saran?”
Dźwięk jej imienia coś w niej pękło.
Saran pobiegła naprzód.
Varik ją zatrzymał.
„Nie przekraczaj kręgu.”
“Dlaczego?”
Mara odpowiedziała.
„Bo się mnie boi.”
Twarz Varika stwardniała.
„Zabiłeś dwadzieścia siedem wilków.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






