Powolny.
Nierówny.
Nie był to pewny krok Ethana.
Zamknęłam laptopa, wyjęłam pendrive’a i wsunęłam go do stanika, bo suknie wieczorowe i strach uczą praktycznego przechowywania. Potem wzięłam śrubokręt.
Kroki dotarły do drzwi gabinetu.
Otworzyło się.
Sophia Bennett stała tam.
Jej kremowa suknia była podarta wzdłuż brzegu. Włosy wypadły z wypolerowanych fal. Tusz do rzęs przyciemniał skórę pod oczami.
A w jej ręku był pistolet.
Przez chwilę żadne z nas się nie poruszyło.
Wtedy Sophia wyszeptała: „Madison, proszę. Vivian ma mojego brata”.
Część 4 — Pani, która przyszła błagać
Powinienem był po prostu ją znienawidzić.
To by ułatwiło sprawę.
Sophia Bennett stała w gabinecie mojego męża, ściskając oburącz pistolet. Nie wyglądała jednak ani na uwodzicielkę, ani na wroga, ani na doskonale opanowaną kobietę, która uśmiechała się do mnie podczas oświetlonej świecami gali.
Wyglądała na zniszczoną.
Jej ręka drżała tak bardzo, że beczka uderzyła w podłogę.
„Odłóż to” – powiedziałem.
„Nie mogę.”
„Tak, możesz.”
„Nie”. Jej oczy się zaszkliły. „Nie rozumiesz. Jeśli odłożę to na bok, mogę już do tego nie wrócić”.
„Zazwyczaj o to właśnie chodzi.”
Gorzki śmiech wyrwał się z jej gardła i ucichł niemal natychmiast. „Nie przyszłam tu, żeby cię skrzywdzić”.
„W takim razie wybrałeś ciekawy dodatek.”
Jej uścisk osłabł, ale tylko trochę.
Utrzymałem biurko między nami.
„Gdzie jest Ethan?”
„Nie wiem. Ludzie Vivian zabrali go z hotelu, zanim zarząd zdążył go przesłuchać”.
Poczułem ucisk w żołądku.
„Zabrałeś go?”
„Eskortowany. Zmuszony. Cokolwiek bogaci ludzie używają przy porwaniu, nosi marynarkę”.
Nie chciałam się bać o Ethana.
Właśnie go zdemaskowałem. Zdradził mnie, ośmieszył i planował zniszczyć moją wiarygodność. Lepszy człowiek i tak mógłby chcieć jego bezpieczeństwa.
Nie czułem się lepiej.
Poczułem się skomplikowanie.
„Sophio” – powiedziałem ostrożnie – „co tu robisz?”
Jej wzrok powędrował w stronę otwartej szuflady na podłodze.
„Znalazłeś to.”
“Tak.”
„Więc wiesz o Leo.”
„Na nagraniu było napisane, że to twój brat”.
Jej twarz się zapadła.
Tylko na chwilę.
Następnie złożyła je z powrotem, choć z widocznym wysiłkiem.
„Miał trzynaście lat, a nie dziewięć. Wyglądał młodziej, bo chorował przez większość życia. Wrodzona kardiomiopatia. Ethan był jednym z jego lekarzy konsultantów”.
Kiedy usłyszałem imię Ethana, coś starego i brzydkiego we mnie uderzyło.
„Jak wygodnie.”
Sophia wzdrygnęła się. „Na początku tak nie było”.
„Nie.”
„Wiem, co myślisz.”
„Nie, Sophio. Wiesz, co widziałem.”
Opuściła pistolet wzdłuż boku.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






