„Starałem się nawiązać współpracę partnerską. Firma twojego taty mogłaby na tym w końcu skorzystać”.
„Czy mój tata wiedział?”
Nic nie powiedział.
„To jest odpowiedź” – powiedziałem.
Daniel przeszedł się raz w stronę salonu, a potem z powrotem. „Nie rozumiesz, pod jaką presją jestem”.
Prawie się uśmiechnęłam, ale nie było we mnie humoru. „Masz rację. Nie rozumiem, jak presja może sprawić, że ktoś ukryje podróże służbowe i sprowadzi inną kobietę przez konto moich rodziców na lotnisku”.
„To nie było tak.”
„Jak to było?”
Otworzył usta.
Nie wypowiedział ani jednego słowa.
Po raz pierwszy odkąd go poznałam, Daniel zdawał się nie potrafić przeobrazić siebie w niewinność.
Lydia podeszła do mnie odrobinę bliżej. „Danielu, powinieneś zatrudnić własnego prawnika, zanim zaczniesz omawiać sprawy biznesowe”.
Odwrócił się do niej. „To ślub, a nie zeznania.”
„Stało się to jednym i drugim, gdy zaczęto korzystać z danych uwierzytelniających firmy”.
Wyrok zapadł.
Daniel spojrzał na podłogę.
Przyglądałam mu się, szukając mężczyzny, którego poślubiłam. Był tam we fragmentach: zmarszczka między brwiami, blizna na kciuku po krojeniu limonki na naszej drugiej randce, ramiona, o które opierałam się w kinie. Ale fragmenty nie wystarczyły, by stworzyć całego męża.
„Kochałeś ją?” zapytałem.
Lydia spojrzała na mnie, ale nie przerwała.
Twarz Daniela złagodniała i to go najbardziej zabolało.
„Nie wiem” – powiedział.
Odpowiedź była gorsza niż twierdząca.
Bo „tak” miało kształt. „Tak” miało godność pewności.
Nie wiem, czy to była mgła. To było tchórzostwo przebrane za zamęt.
Skinąłem głową. „W takim razie musisz wyjść”.
Jego oczy się rozszerzyły. „Emma.”
„Dziś nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Ale dziś wieczorem. Musisz wyjechać dziś wieczorem”.
„To także mój dom.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





