Odwiedzałem je w każdą niedzielę.
Pewnego popołudnia deszcz zaczął delikatnie padać na ogród. Klara wyszła na werandę, uniosła twarz ku niebu i uśmiechnęła się.
„Nadal nie lubisz deszczu?” – zapytałem.
Potrząsnęła głową.
„Nie” – powiedziała. „Teraz przypomina mi, że przeżyłam”.
Wziąłem ją za rękę.
W domu nie było śmiechu z jej bólu. Żadnych rozkazów. Żadnego strachu.
Tylko pokój.
I to była ostatecznie najsłodsza zemsta ze wszystkich.






