„Tata za dużo pracuje, więc przyniosłam mu lunch” – szepnęła z dumą moja córka, ściskając papierową torbę, którą opatrzyła małymi niebieskimi gwiazdkami.

Uśmiechnąłem się do niej.

Recepcjonistka tego nie zrobiła.

Vanessa Cole wyskoczyła zza marmurowego biurka recepcjonistki i natychmiast stanęła między nami a korytarzem prowadzącym do biura mojego męża.

„Przykro mi, pani Grayson. Nie może pani tam wrócić.”

Zmarszczyłem brwi.

“Dlaczego nie?”

„Pan Grayson ma ze sobą kogoś. To prywatne spotkanie. Zostawił wyraźne instrukcje, żeby nikt nie przeszkadzał.”

Coś w sposobie, w jaki to powiedziała, mnie zaniepokoiło. Słowa brzmiały wyćwiczone, jakby powtarzała je już wcześniej.

Moja córka Lily delikatnie pociągnęła mnie za rękaw.

„Mamo, czy tata jest zajęty?”

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, przez zamknięte drzwi biura dobiegł śmiech.

Śmiech kobiety.

Nie był to uprzejmy śmiech klienta czy kolegi.

Było ciepło.

Osobisty.

I jakoś znajomo.

Poczułem ucisk w żołądku.

Zrobiłem krok w stronę korytarza, ale Vanessa ruszyła razem ze mną.

„Proszę, pani Grayson. Proszę nie sprawiać, żeby było niezręcznie.”

Wtedy poczułem słaby zapach.

Biały jaśmin zmieszany z cedrem.

Znałem te perfumy.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA