Rowan zrobił krok naprzód.
„To tutaj się kończy.”
Garrick się odwrócił.
Za nim dwudziestu żołnierzy podniosło kusze.
Wtedy Lyssa zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.
Odsunęła się od Garricka.
I przystawił mu sztylet do gardła.
„Myślę”, powiedziała, „że wystarczająco długo grałam twoją królową”.
Twarz Garricka uległa zmianie.
Elara wpatrywała się w Lyssę.
Wtedy Mara szepnęła: „O nie”.
Rowan się odwrócił.
“Co?”
Mara spojrzała w stronę Kamienia Przymierza.
„Już zostało otwarte.”
Na jego powierzchni pojawiła się głęboka rysa.
Z wnętrza zaczęło wyciekać coś czarnego.
Asterion zaryczał ze strachu.
Nie złość.
Terror.
I po raz pierwszy w życiu—
królewska bestia pobiegła.
ROZDZIAŁ 7: CO POCHOWALI KRÓLOWIE
Ta czarna substancja nie była dymem.
Poruszał się zbyt rozważnie.
Rozlało się po podłodze niczym płynny cień.
Wszystkie pochodnie w świątyni zgasły.
Żołnierze krzyczeli.
Rowan złapał Elarę.
“Przenosić!”
Wycofali się przez kamienne drzwi.
Asterion nigdy nie bał się niczego, co widział Rowan.
To przerażało go bardziej niż sama ciemność.
Mara krzyknęła: „Zamknijcie sanktuarium!”
Srebrna koronka pozostała zablokowana wewnątrz mechanizmu.
Lyssa wyciągnęła go.
Kamienne drzwi zaczęły się zamykać.
Garrick rzucił się w stronę Kamienia Przymierza.
„Ty głupcze!” krzyknęła Mara.
Garrick ją zignorował.
Sięgnął w ciemność.
Coś go olśniło.
Poleciał do tyłu.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Cisza.
Wszyscy się gapili.
Garrick leżał oparty o ścianę.
Żywy.
Ledwie.
Jego prawa ręka stała się czarna od czubków palców aż do łokcia.
„Co to było?” zapytał Rowan.
Twarz Mary była blada.
„Powód, dla którego powstało Przymierze”.
Wiele wieków wcześniej pierwsi osadnicy Grayhaven odkryli stworzenia żyjące pod północnymi górami.
Nie takie bestie jak Asterion.
Coś starszego.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





