„Pamięta traumę”.
„Pamięta darmowe mięso”.
Pałac również się zmienił.
Fizycznie nie.
Społecznie.
Służący, którzy kiedyś zniknęli w korytarzach, zaczęli ze sobą rozmawiać podczas śledztw.
Rowan założył niezależną salę petycji, w której mieszkańcy wsi mogli składać raporty bezpośrednio królewskim inspektorom.
Posiedzenia Rady były publiczne dwa razy w miesiącu.
Niektórzy szlachcice tego nienawidzili.
Rowan uznał to za zachęcające.
Największa zmiana pozostała nierozwiązana.
Kamień Przymierza był dowodem na to, co powiedziała Mara.
Grayhaven nigdy nie zostało założone jako monarchia absolutna.
Rządził ród Vale.
Dom Ardynów strzeżony.
Żaden z nich nie posiadał niekwestionowanego autorytetu.
Elara miała zatem ogromną władzę konstytucyjną.
Wszyscy oczekiwali, że ona z tego skorzysta.
Wszyscy spodziewali się koronacji.
Ona odmówiła.
Wielokrotnie.
„Nie chcę tronu”.
Rada spojrzała na nią.
Pewien starszy lord prawie zemdlał.
„Ale Lady Ardyn…”
„Elara.”
„Strażniczko Elara—”
“NIE.”
“Wasza Miłość?”
„Absolutnie nie.”
Rowan ukrył uśmiech za dłonią.
Ostatecznie przyjęła jeden tytuł.
Strażnik Przymierza.
Dało jej to uprawnienia do badania korupcji, nadzorowania królewskich bestii i kwestionowania bezprawnych dekretów.
Co ważniejsze, pozwoliło jej to na dalsze oficjalne drażnienie Rowana.
Była w tym świetna.
Pewnego zimowego wieczoru Rowan znalazł ją w zagrodzie Asteriona.
Dokładnie tam, gdzie wszystko się zaczęło.
Siedziała oparta o bok bestii i czytała raporty.
„Pracujesz.”
„Ty też.”
„Przyszedłem cię znaleźć.”
„To brzmi mniej produktywnie”.
Usiadł obok niej.
Asterion otworzył jedno oko.
Następnie celowo odsunięto je, tworząc między nimi przestrzeń.
Rowan wpatrywał się w niego.
„Wtrącasz się, kiedy chcę prywatności i znikasz, kiedy potrzebuję ochrony”.
Elara się uśmiechnęła.
„On mnie bardziej lubi.”
„Jestem tego świadomy.”
Poza ogrodzeniem zalegał śnieg.
Przez kilka minut siedzieli w ciszy.
Rowan spędził tygodnie planując tę rozmowę.
Królowie negocjowali traktaty.
Zwrócili się do armii.
Wydawali wyroki na zdrajców.
Żadna z tych rzeczy nie wydawała mi się aż tak przerażająca.
„Elara.”
Spojrzała na niego.
„Masz takie wyrażenie.”
„Jaki wyraz twarzy?”
„Ten, który słyszysz zanim powiesz coś niepotrzebnie poważnego.”
Zaśmiał się cicho.
„To jest niefortunne.”
„Dla ciebie?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






