Mark podszedł do niej. „Miriam. Nie”.
Uśmiechnęła się szerzej. „A skoro już o historiach mowa, wyjaśnijmy sobie jedną.”
Moja dłoń zacisnęła się na szklance.
Zanim wszyscy zaczną podziwiać przystojnego towarzysza Daphne, powinniście wiedzieć, że on nie jest jej chłopakiem. Nie jest nawet jej partnerem.
Ludzie się odwrócili.
Miriam uniosła kieliszek. „Zapłaciła mu”.
„A skoro już o historiach mowa, wyjaśnijmy sobie jedną.”
Wszyscy w pokoju wstrzymali oddech.
Ktoś wyszeptał: „O mój Boże”.
Miriam się roześmiała. „Zatrudniła aktora, bo nikt by jej nie wybrał”.
Telefony podniesione.
Spojrzałem na Marka.
Wpatrywał się w podłogę.
„Powiedz coś” – wyszeptałam, choć wiedziałam, że mnie nie słyszy.
„Zatrudniła aktora”.
Nie, nie zrobił tego.
Odwróciłem się w stronę wyjścia, ale Norton dotknął mojego łokcia.
„Twój wybór” – powiedział cicho.
Paliło mnie w gardle. „Nie mogę tam stać, kiedy się śmieją”.
„To nie stój tam. Chodź.”
Spojrzałem na Miriam, która promieniała w świetle reflektorów na siłowni, jakby już wygrała.
Nie dopuściłem do tego.
Odstawiłem szklankę.
„Nie mogę tam stać i patrzeć, jak się śmieją”.
„Nie przyjechałem tu, żeby biegać”.
Norton skinął głową, po czym wszedł na scenę i wziął drugi mikrofon.
„Miriam ma rację w jednej kwestii” – powiedział Norton. „Jestem aktorem. Daphne zatrudniła mnie przez profesjonalną agencję jako osobę towarzyszącą. Nie jako chłopaka. Nie jako kogoś wstydliwego. Jako wsparcie”.
Miriam przewróciła oczami. „Wsparcie. Jakie słodkie”.
Norton spojrzał na nią. „Już wiedziałaś, kim jestem, Miriam”.
Jej uśmiech zniknął. „Nie znam cię”.
„Miriam ma rację w jednej kwestii.”
„Tak, myślisz. Pomyśl.”
„Norton” – ostrzegła.
To był pierwszy raz, kiedy użyła jego imienia.
Mark spojrzał na nich. „Czekaj. Znasz go?”
Norton skinął głową. „Kiedyś mieliśmy podpisany kontrakt z tą samą agencją talentów”.
Miriam zrobiła krok naprzód. „Nie”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






