„Moim zdaniem, Sarah, Colette wykazuje cechy charakterystyczne dla zespołu Münchhausena.”
„Czy to nie jest tak, że ludzie udają choroby, żeby zwrócić na siebie uwagę?”
„Tak, ale w tym przypadku to prawie jak zespół Münchhausena przez pełnomocnika, z tą różnicą, że pełnomocnikiem jest jej własna tożsamość jako matki. Stworzyła narrację, w której zyskuje współczucie, uwagę, a teraz i korzyści finansowe, a wszystko to koncentruje się wokół ciąży, która nie istnieje”.
Zamknąłem oczy, przytłoczony.
„Co się dzieje z kimś takim?”
„Bez interwencji kłamstwa stają się coraz większe. Stawki rosną. I w końcu wszystko się rozpada”.
Głos Opal złagodniał.
„Czy ktoś od niej słyszał?”
„Nie, odkąd ta historia się rozniosła. Wysłała mi list, w którym obwinia mnie o wszystko”.
„Klasyczne odwracanie uwagi. Nie potrafi stawić czoła własnej winie”.
Po rozłączeniu się siedziałem w milczeniu, analizując to.
Mój telefon znów zawibrował.
Gage, brat Colette.
„Saro.”
Gdy odebrałem, jego głos brzmiał ochryple.
„Czy słyszałaś coś od Colette?”
„Nie. A ty?”
„Nie od wczoraj. Zadzwoniła do mnie z płaczem. Nie rozumiałem większości. Ale…”
Zatrzymał się, by zebrać myśli.
„Wiedziałem, że coś jest nie tak. Wiedziałem od miesięcy, ale nie miałem dowodów, a mama i tata nie chcieli słuchać”.
„To nie twoja wina, Gage.”
„Czyż nie? To moja siostra. Powinienem był bardziej się postarać”.
Jego głos się załamał.
„Policja jest teraz zaangażowana. Ktoś wniósł oskarżenie o oszustwo”.
Poczułem ucisk w żołądku.
“Już?”
„Podobno wielu darczyńców. A Sarah zniknęła. Wyczyściła swoje konta dziś rano i zniknęła”.
Mocniej ścisnęłam telefon.
„A co z Alariciem?”
„Mówi, że ona też go zostawiła, ale wydaje się bardziej zły niż zmartwiony, co mówi mi wszystko, co muszę wiedzieć o ich małżeństwie”.
Po zakończeniu rozmowy zadzwoniłem do Bennetta w szpitalu.
„Colette zaginęła” – powiedziałem bez żadnych wstępów.
Jego głos stał się niski. Poważnie.
„Tęsknisz za czymś?”
„Zniknęła. Konta wyczyszczone. Nikt od niej nie słyszał.”
Długa pauza.
„Może sama do ciebie przyjdzie” – powiedział w końcu.
„Dlaczego miałaby to zrobić? Obwinia mnie za to, że ją ujawniłam”.
„Bo jesteś dla niej stałym punktem. Jej emocjonalną siatką bezpieczeństwa. Nawet kiedy cię odpycha, tak naprawdę przyciąga cię bliżej”.
Słowa Bennetta nie dawały mi spokoju wieczorem.
Chodziłam po domu, podskakiwałam na każdy dźwięk, zaglądałam przez okna, gdy tylko usłyszałam najmniejszy ruch.
Deszcz zaczął padać około dziewiątej, początkowo delikatny, a o północy ulewny. Bennett został wezwany na pilną operację, zostawiając mnie sam na sam z myślami i lękami.
Właśnie postanowiłem spróbować zasnąć, gdy ktoś cicho zapukał do drzwi.
Zamarłem i zacząłem nasłuchiwać.
Ponownie zabrzmiało, bez natarczywości, ledwo słyszalne ponad hałasem deszczu.
Podszedłem ostrożnie, zerkając przez wizjer.
Colette stała na naszym ganku, przemoczona do suchej nitki, z włosami przyklejonymi do twarzy. Bez makijażu. Bez markowych ciuchów.
Tylko Colette, rozbita i ociekająca wodą na naszym wycieraczce.
Otworzyłem drzwi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






