„Już go ze mną nie ma”.
„Czy był z tobą wcześniej?”
“Tak.”
“Kim on jest?”
„Wiesz kim on jest.”
„Nie. Znam jego imię.”
Daniel westchnął.
„Marco, twój brat jest powodem, dla którego Elena żyje.”
Te słowa oszołomiły nas oboje.
Spojrzałem w stronę jej pokoju.
„O czym mówisz?”
Daniel kontynuował.
„Gabriel znalazł klinikę.”
„Jaka klinika?”
„Mercer Family Medical”.
Wyobraziłem sobie dokument, który pokazał nam dr Bennett.
Fałszywy zapis.
Imię Eleny.
Moje imię.
Zgodność genetyczna.
„Kto to stworzył?” zapytałem.
“Nie wiem.”
„A więc co wiesz?”
„Klinika nie istnieje”.
Marco przemówił.
„Dr Bennett powiedział, że istnieją jakieś zapisy.”
„Dokumentacja cyfrowa” – odpowiedział Daniel. „Dokumentacja ubezpieczeniowa. Wpisy laboratoryjne. Wynajęty gabinet lekarski. Wszystko zostało skonstruowane tak, żeby wyglądało na legalne”.
„Przez kogo?”
“Nie wiem.”
„Oczekujesz, że w to uwierzę?”
“NIE.”
W głosie mojego brata słychać było smutek.
„Przestałem oczekiwać, że mi uwierzysz już wiele lat temu”.
Wyrok zabolał bardziej niż powinien.
Prawie odpowiedziałem defensywnie.
Wtedy przypomniałem sobie, jak Elena pytała, dlaczego jej nie ufałem.
Zmusiłem się do zatrzymania.
„Kiedy dowiedziałeś się o klinice?” zapytałem.
„Dwa miesiące temu”.
„Po tym, jak Elena zaszła w ciążę.”
“Tak.”
„Już ją okłamywałeś.”
“Tak.”
“Dlaczego?”
„Ponieważ myślałam, że celem jest ciąża”.
Cisza.
Marco spojrzał na mnie.
Wpatrywałem się w zamknięte drzwi szpitala.
„Jak celować?”
“Nie wiem.”
„Danielu.”
„Nie wiem, Luke.”
Po raz pierwszy tej nocy w głosie mojego brata słychać było strach.
Niewinny.
Przestraszony.
„W wiadomości, którą otrzymałem, wspomniano o aktach Ojca” – kontynuował. „Mówiono, że Elena stała się ważna”.
„Ważne dla kogo?”
„Spędziłem trzy miesiące próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie”.
„Izolując ją?”
„Próbowałem sprawić, żeby zniknęła.”
„Wziąłeś jej pieniądze.”
“NIE.”
„Jej konto zostało opróżnione”.
“Ja wiem.”
„Dałeś jej wizytówkę.”
“Tak.”
„Potem zniknęło.”
„Ponieważ ktoś śledził transakcje”.
Wyobraziłem sobie Elenę kupującą nowy telefon za gotówkę.
Daniel wiedział.
Albo wierzył.
„A co z jej wizytami u lekarza?”
„Zorganizowałem trzy.”
„Zostały odwołane”.
„Nie odwołałem ich.”
„A klinika?”
„Nigdy jej tam nie wysłałem”.
Spojrzałem na Marca.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





