Kobieta rodzi w szpitalu więziennym: położna podchodzi, żeby ją zbadać i wydaje z siebie krzyk przerażenia.
Tego ranka w więzieniu panował dziwny spokój. Podczas rutynowej kontroli jedna ze strażniczek zauważyła, że jedna z ciężarnych więźniarek źle się czuje. Zadzwoniła do pozostałych strażniczek, które przeniosły więźniarkę do szpitala więziennego.
Ta kobieta nie miała rodziny ani przyjaciół i przez cały pobyt w więzieniu nikt jej nie odwiedzał. Nie miała żadnej dokumentacji medycznej i była już w dziewiątym miesiącu ciąży. Czuła się bardzo źle i ledwo mówiła.
Leżąc w pustym pokoju, jej wzrok był zagubiony. Ale w jej oczach nie było ani strachu, ani bólu, tylko rezygnacja.
Położna, starsza i doświadczona kobieta, podeszła do więźniarki i przemówiła do niej łagodnym głosem: „Dzień dobry, będę przy pani, aż do porodu. Czy mogę panią zbadać?”
Kobieta odpowiedziała prostym skinieniem głowy.
Położna pochyliła się, żeby go zbadać. Nagle krzyknęła z przerażeniem: „Natychmiast wezwij księdza!”.
Reszta tej historii znajduje się w artykule pierwszego komentarza .

Nie słyszała bicia serca dziecka.
W panice próbowała wywierać jeszcze większy nacisk, ale bezskutecznie.
Drżącym głosem wyszeptała: „Nie słyszę bicia jego serca…”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






