A jedno stare imię wciąż gdzieś we mgle można odnaleźć.
„Jak go znaleźli?”
Pielęgniarka odpowiedziała.
„Podawała wystarczająco dużo jego nazwiska, zanim straciła przytomność. Opieka społeczna przejrzała jej dokumentację i rzeczy osobiste. W starych dokumentach był stary wpis kontaktowy w nagłych wypadkach z jego pełnym imieniem i nazwiskiem”.
James skinął głową.
„Zadzwonili do mnie jakąś godzinę temu.”
Spojrzałam na niego.
„Przyszedłeś natychmiast?”
“Tak.”
„Widziałeś ją?”
Pokręcił głową.
„Już jej nie było”.
To zdanie wszystko unicestwia.
Dziecko wydało cichy dźwięk w pokoju za nami.
Wszyscy troje się odwróciliśmy.
Twarz pielęgniarki złagodniała.
„Radzi sobie dobrze”.
Spojrzałem na Jamesa. Był przerażony.
Nie ze szpitala.
O mnie.
Wtedy w końcu zrozumiałem, że to, o co chciał zapytać, nie miało nic wspólnego z tym, że Anna chciała go odzyskać.
Anna nie żyła.
Chodziło o dziecko.
James wziął jeden oddech.
A potem jeszcze jeden.
„Ona nie ma nikogo.”
Nie ruszyłem się.
„Jej ojciec nie przyjedzie. Skontaktowała się z nim opieka społeczna. Podpisał coś, że nie będzie ubiegał się o opiekę”.
Zrobiło mi się sucho w ustach.
“Już?”
„Odszedł kilka miesięcy temu. Najwyraźniej nie chce się w to angażować”.
Gniew ogarnął mnie tak szybko, że niemal poczułem się czysty.
James kontynuował.
Pracownik socjalny szpitala wyjaśnił, co dzieje się dalej.
„Co się dzieje?”
„Tymczasowe umieszczenie w areszcie na czas poszukiwań krewnych i ustalenia opieki prawnej”.
Spojrzał na szybę.
„Nie sądzą, żeby mieli jakichś krewnych”.
Wiedziałem, co mnie teraz czeka.
Jednak kiedy to powiedział, poczułem, że to coś wielkiego.
„Chcę, żebyśmy poprosili o wzięcie pod uwagę naszej kandydatury”.
Spojrzałam na niego.
„Po co?”
Spojrzał na mnie.
„Dla niej.”
Moje oczy natychmiast się zaszkliły.
„James.”
“Ja wiem.”
Jego głos się załamał.
„Wiem, jak to brzmi.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






