W ostatniej klasie liceum, Rachel i ja zaczęliśmy poważnie rozmawiać o studiach. Moje oceny były znakomite, średnia ocen 4,0, doskonałe wyniki na egzaminach AP i wysokie wyniki SAT. Podczas leczenia odkryłem w sobie pasję do medycyny i chciałem być jak dr Patterson i Rachel – kimś, kto pomaga ludziom w najtrudniejszych chwilach.
„Chcę aplikować do Johns Hopkins” – powiedziałem Rachel pewnego wieczoru. „Ich program studiów przedmedycznych jest jednym z najlepszych w kraju, a ich studia medyczne to spełnienie marzeń”.
Johns Hopkins był też absurdalnie drogi. Nawet z pomocą finansową byłoby to nieopłacalne. Rachel nie wahała się ani chwili.
„W takim razie tam aplikuj. Załatwimy pieniądze. Złóż podanie do Hopkinsa i dostaniesz się.”
Miała rację. W marcu ostatniego roku studiów dostałam list z potwierdzeniem przyjęcia na Uniwersytet Johnsa Hopkinsa, przyznający mi pokaźne stypendium. Biorąc pod uwagę stypendium, granty i pożyczki federalne, koszty były do udźwignięcia. Rachel nalegała, żeby pokryć moje koszty utrzymania.
„Skup się na szkole” – powiedziała. „Dam sobie radę”.
„Ale bez żadnych „ale”. Będziesz lekarzem. Będziesz ratować życie. Będziesz kimś niezwykłym. To warte każdego grosza”.
Płakałam, kiedy otworzyłam ten list akceptacyjny, a Rachel płakała razem ze mną. Udało nam się. Razem udowodniłyśmy wszystkim, że się mylili.
Spędziłem cztery lata w Johns Hopkins, pracując ciężej niż kiedykolwiek w życiu. Studia przygotowawcze do medycyny były mordercze. Chemia organiczna, fizyka, biologia, niekończące się laboratoria, zaliczenia i egzaminy. Dzwoniłem do Rachel prawie każdej nocy. Czasami po prostu po to, żeby usłyszeć jej głos. Czasami, żeby się wypłakać z powodu złej oceny albo ciężkiego dnia.
„Dasz radę” – powtarzała za każdym razem. „Jesteś Sarah Torres. Pokonałaś raka. Możesz pokonać wszystko”.
Na drugim roku studiów, kiedy wróciłam do domu na przerwę świąteczną, zauważyłam, że Rachel wygląda na zmęczoną. Chudszą. Zapytałam, czy wszystko w porządku, a ona machnęła ręką, żeby się odczepić.
„Po prostu pracuję na dodatkowych zmianach, żeby pomóc ci pokryć wydatki. Nic mi nie jest, kochanie.”
Później dowiedziałem się, że pracowała po 50-60 godzin tygodniowo, biorąc każdą dodatkową zmianę, żebym nigdy nie musiał martwić się o pieniądze. Ani razu nie poprosiła mnie o znalezienie pracy ani o dokładanie się do budżetu. Po prostu harowała do upadłego, żebym mógł skupić się na szkole.
Na trzecim roku byłem najlepszy w klasie. Na czwartym roku składałem podania na studia medyczne i chodziłem na rozmowy kwalifikacyjne do prestiżowych programów. I Johns Hopkins School of Medicine mnie przyjął.
„Jeszcze cztery lata” – powiedziałem Rachel przez telefon, kiedy dostałem akceptację. „Jeszcze cztery lata i będę doktorem Torresem”.
„Jestem z ciebie taka dumna. Mogłabym pęknąć” – powiedziała Rachel. W jej głosie słyszałam łzy. „Twoi biologiczni rodzice nie mają pojęcia, co poświęcili”.
„Stracili mnie” – zgodziłem się. „Ale zyskałem ciebie. Powiedziałbym, że dostałem lepszą ofertę”.
Studia medyczne były jeszcze bardziej intensywne niż licencjackie. Zajęcia były nieustanne, praktyki kliniczne wyczerpujące, a presja ogromna. Ale uwielbiałam to. Uwielbiałam uczyć się, jak działa ludzkie ciało, jak diagnozować choroby, jak pomagać ludziom w leczeniu. Specjalizowałam się w onkologii, chcąc pomagać dzieciom takim, jak ja.
Rachel była obecna na każdym ważnym wydarzeniu, na mojej ceremonii wręczenia białego fartucha, na moim pierwszym dniu stażu klinicznego, w dniu dopasowania rezydentury. Zawsze była obecna, zawsze dumna, zawsze wspierająca.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






