„Dla rodziny?”
Znalazłem Harolda w pobliżu pergoli z jego wspólnikiem, Benjaminem, który żartował z niego na temat remontu domu. „Przebudowa drugiego piętra – dla rodziny? Haroldzie, w końcu się ustatkujesz?”
Ramiona Harolda zacisnęły się pod marynarką. Nie słyszałem jego odpowiedzi, ale coś ścisnęło mi żołądek. Harold nie miał rodziny. Żony, dzieci, rodziców w Arizonie, siostrę w Bostonie.
Kim więc była ta rodzina?
Stałem tam, trzymając serwetkę do koktajli, której nie pamiętałem, żebym brał, a mój wzrok, niemal wbrew mojej woli, powędrował w stronę tyłu jego ucha. Zabłysnął reflektor. I zobaczyłem to.
Mały tatuaż, wciąż lekko różowy na brzegach. Róża wiatrów, nie większa niż dziesięciocentówka.
Mike miał dokładnie ten sam tatuaż, w dokładnie tym samym miejscu — zrobił go, gdy miał dziewiętnaście lat, podczas podróży samochodem z Haroldem. Był to znak, który Mia obrysowała palcami tysiąc razy na ramionach ojca.
„O mój Boże” – powiedziałem za głośno. Harold odwrócił się i coś w jego twarzy zamarło.
„Muszę iść” – powiedziałem i nie czekałem na odpowiedź.
„Czemu mi nie powiedziałeś?”
Tej nocy odkopałem kosz ze starymi zdjęciami. Były tam – wycieczka do Flagstaff, Mike uśmiechający się przed salonem tatuażu ze świeżą gazą za uchem. Następne zdjęcie: Harold, w półśmieszku, z gładką skórą za uchem. Tego dnia stchórzył.
„Sześć miesięcy temu” – powiedziałem do pustej kuchni. „Zapuścił włosy sześć miesięcy temu”.
Już wiedziałem, co będę robić rano.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






