REKLAMA

Mój brat chwalił się swoją umową podczas podpisywania…

REKLAMA
Mój brat chwalił się swoją umową podczas podpisywania...
REKLAMA

Nie analizuj za dużo umowy, która mogłaby narazić naszego ojca na strukturę odpowiedzialności, której nie rozumiał.

Przeczytałem wszystkie czterdzieści dwie strony o pierwszej w nocy.

Podświetliłem Sekcję 11 na żółto.

Dodałem siedemnaście komentarzy.

Napisałem do Marcusa maila z podsumowaniem, którego temat brzmiał: Nie podpisuj, dopóki nie porozmawiamy.

Wyjaśniłem klauzulę o odpowiedzialności osobistej.

Wyjaśniłem na czym polega zaangażowanie kapitałowe.

Wyjaśniłem, że dwudziestoprocentowy udział nie był zwykłą okazją do nabycia własności.

Wyjaśniłem, że jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu sześciu miesięcy Meridian Southeast Hotels nie wywiąże się ze swoich zobowiązań wynikających z długu starszego, każdy ze współwłaścicieli może odpowiadać za proporcjonalną część długu.

Użyłem prostego języka angielskiego.

Krótkie zdania.

Żadnego żargonu, chyba że od razu go zdefiniuję.

Znałem swoją publiczność.

Marcus przeczytał e-mail.

Mogłem zobaczyć potwierdzenie odczytu.

Nie odpowiedział.

Dwa dni później opublikował zdjęcie flagowego hotelu.

Nowy rozdział. Wielkie ruchy. Niektórzy budują. Inni obserwują.

Długo wpatrywałem się w ten podpis.

Następnie zadzwoniłem do mojej partnerki w firmie i powiedziałem jej, że chcę zająć się długiem Ashford Capital.

Powód, dla którego dowiedziałem się o problemie Meridian przed Marcusem, przed Geraldem i zanim większość zewnętrznych partnerów Meridian zrozumiała, co się dzieje, był prosty.

Moim zadaniem było wiedzieć.

Meridian Hospitality Group nie upadała w sposób, który trafiłby na pierwsze strony gazet. Nie było żadnych zabitego deskami okna, żadnego komunikatu prasowego, żadnej dramatycznej rezygnacji, żadnego ogłoszenia bankructwa o północy, które ambitni ludzie pokroju Marcusa mogliby uznać za zagrożenie.

Było łagodniej.

Bardziej eleganckie.

Bardziej niebezpieczne.

Ich macierzysta spółka holdingowa, Ashford Capital, po cichu próbowała restrukturyzować dług podporządkowany od lutego. Regionalny pożyczkodawca przyznał jedno przedłużenie, ale nie drugie. Płatności dla dostawców wydłużyły się z trzydziestu do czterdziestu pięciu, a potem sześćdziesięciu dni. Koncepcja restauracji, która wyglądała na solidną pod względem przychodów, miała słabą marżę. Butikowy hotel w Charlotte miał lepsze zdjęcia niż obłożenie. Działalność cateringowa, owszem, przelewała pieniądze, ale za pośrednictwem kontraktów, których obsługa była kosztowna i krucha, gdyby dwóch kluczowych klientów odeszło.

Nie byli w stanie rozpadu.

Znajdowali się na wczesnym etapie rozpadu, którego większość inwestorów nie dostrzega, dopóki nie jest za późno, aby odpowiednio się ustawić.

Tutaj mamy do czynienia z opóźnioną płatnością.

Zrzeczenie się przymierza.

Ciche wezwanie, które nigdy nie pojawia się w komunikacie prasowym.

Pożyczkodawca prosi o więcej dokumentów.

Członek zarządu nagle niedostępny.

Pewna siebie notatka pełna słów takich jak „sezonowość”, „tymczasowość” i „strategiczna cierpliwość”.

Rodzaj słabości, której nie da się rozpoznać syrenami.

Tego rodzaju, który pojawia się w przypisach.

Rozpoznałem to natychmiast.

To, co mnie martwiło, co nie dawało mi spać przez dwie marcowe noce, to nie tylko to, że Meridian był napięty. Z problemami można sobie poradzić. Z długami można negocjować. Aktywa można repozycjonować. Dobrzy operatorzy potrafią przetrwać w trudnych warunkach.

Niepokoiła mnie umowa o współwłasności, do której Marcus wchodził z pewnością siebie człowieka wchodzącego do pomieszczenia, w którym wszyscy zgodnie zgodzili się bić brawo.

Struktura zakupów, którą Meridian oferował zewnętrznym partnerom, nie była standardowa.

Dwudziestoprocentowe udziały, które kupował Marcus, były objęte klauzulą ​​o odpowiedzialności osobistej, powiązaną z długiem senioralnym portfela.

Mówiąc wprost, gdyby w ciągu najbliższych trzydziestu sześciu miesięcy sieć Meridian Southeast Hotels nie wywiązała się ze swoich zobowiązań bankowych, każdy ze współwłaścicieli byłby zobowiązany do zapłaty proporcjonalnej części odszkodowania.

Klauzula ta została ukryta w paragrafie 11 umowy o partnerstwie, otoczona językiem tak celowo gęstym, że brzmiała jak aktualizacja warunków świadczenia usług napisana przez kogoś, kto nienawidzi światła słonecznego.

Marcus nie przeczytał rozdziału 11.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA