Rebecca zerwała się tak szybko, że jej krzesło zaszurało po podłodze.
„Musimy stąd wyjść.”
Spojrzałem w stronę okna.
Samochody jechały ulicą.
Ludzie przechodzili obok z kawą w rękach.
Nic nie wyglądało podejrzanie.
„Kto to wysłał?”
Rebecca chwyciła swoją teczkę.
„Nie wiem.”
„Powiedziałaś, że ktoś z firmy ci pomaga.”
„Powiedziałam, że ktoś mi pomaga.”
Jej głos drżał.
„Nigdy nie powiedziałam, że jesteśmy jedynymi, którzy go obserwują.”
Wtedy mój telefon znów zawibrował.
Druga wiadomość.
Tym razem nie było zdjęcia.
Tylko jedno zdanie.
„Zapytaj Rebeccę, co ukradła, zanim ją zwolniono.”
Powoli podniosłem wzrok na nią.
Rebecca znieruchomiała.
Po raz pierwszy od chwili, gdy wszedłem do kawiarni, wyglądała na naprawdę przerażoną.
„Co ukradłaś?” — zapytałem.
Nic nie odpowiedziała.
„Rebeko?”
Spojrzała w stronę wejścia do kawiarni.
Potem z powrotem na mnie.
W końcu wyszeptała:
„Jedyną rzecz, dla której twój szef zrobi wszystko, żeby ją odzyskać.”
I dokładnie w tym momencie drzwi kawiarni się otworzyły.






