Konuszkami palców musnąłem wyblakły, niebieski filc.
Potem to zobaczyłem.
Jeden niebieski przycisk.
Jeden zielony przycisk.
Na zielonym nadal był malutki odprysk wzdłuż krawędzi, bo upadłam na podłogę w akademiku, zanim go przyszyłam.
Wszelkie wątpliwości zniknęły.
Nie patrzyłem na kopię. Trzymałem w dłoni małego misia, którego zrobiłem dla Richarda dwie dekady wcześniej.
Jordan obrysował kciukiem jedno maleńkie niebieskie ucho.
„Zawsze myślałem, że gdyby to teraz zobaczyła, pewnie by się roześmiała”.
Moje serce zaczęło walić.
Stormy się uśmiechnęła.
„Kto więc to zrobił?”
Jordan przez chwilę patrzył na niedźwiedzia, zanim odpowiedział.
“Właściwie nie wiem.”
“A ty nie?”
Mój tata nigdy mi nie powiedział, jak ma na imię.
Wzruszył ramionami.
„Powiedział tylko, że ona jest jedyną kobietą, którą naprawdę kochał”.
Słowa te wybrzmiały ze zdumiewającą siłą.
Uśmiech Stormy stał się łagodniejszy.
“Co się stało?”
„Pytałam go o to setki razy”.
“I?”
„Zawsze powtarza, że ją stracił, bo zbyt długo zwlekał z powiedzeniem jej prawdy”.
Poczułem, jak coś boleśnie ściska mi pierś.
Jordan kontynuował, nie zdając sobie sprawy, że każde zdanie rozluźnia we mnie kolejną nić.
„Prawie niczego nie ukrył z tamtych czasów”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






