Król, który odkrywa, że jego ojciec był słaby, może być bardziej niebezpieczny niż ten, który odkrywa, że był okrutny.
Pod kamiennym stołem znalazłem kolejną księgę rachunkową.
Ostatnie wpisy zawierały wpłaty na rzecz sanktuarium uzdrowiskowego na północy.
Sanktuarium, w którym umierał Cedric.
Imię mojego brata było napisane obok pojedynczej instrukcji.
PRZENIEŚĆ NOSICIELA SIÓDMEJ PIECZĘCI PRZED ZIMOWYM KSIĘŻYCEM.
Data była trzy dni wcześniejsza.
„On ma Cedrica” – wyszeptałem.
Na zewnątrz rozległ się dźwięk rogu.
Jeden z ludzi Rowana krzyknął.
Pobiegliśmy na dziedziniec.
Ruiny otaczali żołnierze w czarnych zbrojach.
Na ich czele stał Lord Malrec.
Uśmiechnął się do nas, siedząc na koniu.
„Wasza Wysokość” – zawołał – „odsuń się od zdrajcy, a rada być może wybaczy ci chwilowe szaleństwo”.
Rhydian zszedł po schodach kaplicy.
Srebrny ogień zebrał się wokół jego dłoni.
„Zamordowałeś Ród Serath.”
Uśmiech Malreca się nie zmienił.
„Historia zamordowała Ród Serath.”
„Gdzie jest jej brat?”
„W drodze do wypełnienia celu, którego odmówił mu ojciec”.
Poszedłem naprzód.
Rhydian złapał mnie za ramię.
Malrec zauważył gest.
„Jakież to wzruszające” – powiedział. „Przeklęty król i ostatni Strażnik Płomienia, powtarzający więź, której żaden z nich nie rozumie”.
Podniósł jedną rękę.
Żołnierze podnieśli kusze wykonane z kości smoka.
„Zabij króla” – rozkazał Malrec.
„Zabierz tę kobietę żywą.”
Pierwsza salwa zaciemniła niebo.
ROZDZIAŁ 4
SZÓSTA PIECZĘĆ
Rhydian ruszył, zanim spadły strzały.
Z jego ciała buchnął srebrny ogień, tworząc tarczę nad schodami kaplicy.
Pociski z kości smoka uderzyły w płomienie i rozbiły się w biały pył.
Kapitan Rowan krzyknął do swoich ludzi, żeby się schowali.
Siostra Ilyse wypuściła strzałę z wejścia do krypty i zrzuciła pierwszego żołnierza kultu z konia.
Malrec pozostał za bramą.
Nietknięty.
Uśmiechnięty.
Druga salwa była celna.
Tarcza Rhydiana zadrżała.
Z nosa ciekła mu krew.
Klątwa osłabiała go przez lata, a każde użycie smoczego ognia groziło zburzeniem bariery między człowiekiem a zwierzęciem.
Położyłem dłoń na jego plecach.
Strażnik Brand spłonął.
Srebrny ogień buchał wokół nas, jaśniejszy i bardziej stały.
Rhydian gwałtownie wciągnął powietrze.
Nasza magia rozpoznawała się z przerażającą łatwością.
„Powinieneś mi powiedzieć, że potrafisz to zrobić” – powiedział.
„Nie wiedziałem.”
„Twoja ignorancja staje się niebezpieczna”.
„Tak samo jak twoja arogancja.”
Jego usta niemal się wygięły.
Wtedy żołnierze Malreca rzucili się do ataku.
Rowan met them at the chapel doors.
Steel rang through the ruined courtyard.
Rhydian released the shield in a wave that threw six men from their feet.
I felt the power pass through him and into me.
Beneath my glove, the ember mark spread along my wrist like molten vines.
Ilyse saw it.
“The Sixth Seal.”
“What?”
“The mark is not merely a birth sign. Your body carries one of the divine seals.”
A blade flashed near Rhydian’s shoulder.
I shouted in the First Flame tongue.
“Turn.”
Blackthorn burst through the broken gate.
The war-stallion struck the attacker with one armored wing and landed beside me.
Malrec’s smile vanished.
“Impossible.”
Blackthorn lowered himself.
Not in submission.
In invitation.
I climbed onto his back.
The moment my hands touched the saddle, memory flooded through me.
My father riding beneath Serath banners.
Cedric laughing as Blackthorn chased him through the summer fields.
My mother warning us that the stallion would never bow unless the old covenant called him.
Blackthorn leaped.
Smoke wings unfolded from his shoulders and carried us above the courtyard.
The soldiers below scattered.
Rhydian looked up.
For one breath, awe replaced every wall in his expression.
Then an arrow struck Blackthorn’s side.
We fell.
Rhydian launched himself from the chapel steps and caught me in midair.
We hit the ground together.
His body shielded mine.
The impact drove the breath from both of us.
His face hovered inches above me.
Silver fire moved beneath his skin.
My palm burned where it rested against his chest.
Something vast pushed against him from within.
Not with rage.
With longing.
His dragon wanted release.
“Rhydian,” I whispered.
His eyes became entirely silver.
“Get away from me.”
The warning came in two voices.
His and the dragon’s.
I did not move.
“If I leave, the curse will take you.”
“If you stay, I may kill you.”
“You have had three opportunities already.”
“This is not a jest.”
“No.”
I pressed my marked hand over his heart.
“It is a command.”
The First Flame words rose from a place older than memory.
“By loyal wing and guarded flame, return to the shape that is yours.”
The world exploded.
Silver fire swallowed the courtyard.
Rhydian screamed.
Bones broke and remade themselves.
His body expanded beneath a storm of shining scales.
Wings tore through the flames, vast enough to cover the ruined chapel.
When the light faded, a silver dragon stood over me.
His horns curved backward like a crown.
Old scars crossed his chest.
His eyes remained Rhydian’s.
The battlefield fell silent.
Even Malrec stared.
For eight years, the Dragon King had been trapped inside a human body.
Now his roar shook ash from every stone of Serath Keep.
The cult soldiers fled.
Rhydian launched himself into the air.
He struck their ranks with silver fire, careful even in rage not to burn Rowan’s men.
Malrec turned his horse toward the forest.
I shouted for Blackthorn.
The wounded stallion forced himself upright.
We pursued Malrec between the red trees.
He reached a stone circle hidden beneath the branches.
Cult mages waited there.
Podnieśli ręce i szkarłatny ogień utworzył drzwi.
Malrec spojrzał na mnie.
„Twój brat nadal wierzy, że zginąłeś na śniegu.”
Słowa te zadały silniejszy cios, niż jakakolwiek broń.
„Z przyjemnością dowie się czegoś innego” – kontynuował Malrec. „Krótko mówiąc”.
Wszedł w ogień.
Dotarłem do kręgu za późno.
Portal został zamknięty.
Na ziemi pozostała tylko czarna moneta.
Na jednej stronie widniał symbol Karmazynowego Kultu.
Na drugim zdjęciu wieża była otoczona siedmioma martwymi drzewami.
Ilyse rozpoznała to, gdy wróciliśmy do ruin.
„Świątynia Pustego Płomienia”.
„Gdzie?” zapytałem.
„Za wschodnią granicą”.
Rhydian wylądował na dziedzińcu.
Przesunął się w spiralę srebrnego ognia i opadł na jedno kolano.
Jego ubranie spłonęło, pozostały jedynie czarne łuski pokrywające ramiona i klatkę piersiową.
Rowan zaoferował mu płaszcz.
Żołnierze zaczęli klękać.
Nie dlatego, że im rozkazał.
Ponieważ byli świadkami powrotu swojego króla.
Rhydian patrzył tylko na mnie.
„Uwolniłeś mojego smoka.”
„Otworzyłem drzwi.”
„Uważałem, że ten, który został zapieczętowany na zawsze”.
Jego wzrok powędrował ku znakowi rozciągającemu się na moim nadgarstku.
„A jakie drzwi ci otworzyłem?”
Opuściłem rękaw.
„Musimy znaleźć Cedrica.”
Rhydian stał niepewnie.
„Tak zrobimy.”
„Masz królestwo w stanie buntu”.
„Ja też mam dług.”
„Nic mi nie jesteś winien.”
„Jestem ci winien osiem lat nieba.”
Te słowa pozostawiły mnie bez odpowiedzi.
Wróciliśmy do Veyrhold i zastaliśmy tysiące ludzi zebranych pod murami twierdzy.
Wieści o przemianie króla rozeszły się szybciej niż jakikolwiek koń.
Jeźdźcy smoków wypełnili dziedzińce.
Na wieżach zwisały sztandary klanów górskich.
Po raz pierwszy od śmierci królowej Izoldy do północnego królestwa zawitała nadzieja.
Sojusznicy Lorda Malreca działali równie szybko.
Rada królewska uznała przemianę Rhydiana za dowód, że Elara Serath go zaczarowała.
Zawiesili jego władzę do czasu, aż trybunał ustali, czy król zachował kontrolę nad swoim umysłem.
Połowa straży pałacowej zastosowała się do rozkazu rady.
Druga połowa pozostała wierna Rowanowi.
Veyrhold stał się twierdzą podzieloną wewnętrznie.
Rhydian stał na zachodnim blanku, podczas gdy góry zasypał śnieg.
„Możesz wyjechać jeszcze dziś wieczorem” – powiedział mi.
„A dokąd pójdziemy?”
„Ilyse zna drogi poza zasięgiem rady. Wyślę z tobą jeźdźców”.
„Zostaniesz?”
„To jest moje królestwo”.
„Cedric jest moją rodziną.”
Zacisnął szczękę.
“Ja wiem.”
„Nie, nie masz.”
Okrucieństwo w moim głosie zaskoczyło nas oboje.
Rhydian zwrócił się ku górom.
„Miałem trzech braci” – powiedział. „Malrec wysłał ich na południe podczas Rebelii Popiołów. Żaden nie wrócił”.
Nic nie powiedziałem.
„Mój ojciec powiedział mi, że Ród Serath ich zabił. Przez siedem lat wierzyłem, że twoja linia krwi zabrała mi rodzinę”.
„A teraz?”
„Teraz podejrzewam, że ten sam człowiek, który zamordował twojego, zamordował i mojego.”
Odległość między nami nagle wydała się mniejsza.
„Przepraszam” powiedziałem.
„Tak jak wszyscy.”
Przypomniałem sobie jego słowa nad rzeką.
Tym razem ich zrozumiałem.
Podszedłem do niego.
„Wciąż szukam Cedrica.”
“Ja wiem.”
„Nie możesz mnie zatrzymać.”
„Ja też to wiem.”
Spojrzał na mnie.
„Idę z tobą.”
Before I could answer, the mountain split with a roar.
Red light burst through the eastern cliffs.
The Warden Brand blazed across my arm.
Far beneath us, one of the remaining chains snapped.
A voice rolled across the sky.
SIXTH SEAL FOUND.
The molten pattern on my skin cracked.
Something tore free from inside me.
I fell against Rhydian as crimson fire erupted from my palm and shot toward the eastern horizon.
The Dragon God had taken the Sixth Seal.
Only one remained.
And it was carried by my brother.
CHAPTER 5
WINGS OF SILVER FIRE
I woke inside the queen’s tower with Mara asleep beside my bed.
Her small hand rested over mine as though she feared I might disappear if she released it.
Rhydian stood near the window.
Morning light outlined his shoulders.
“You should be in the throne hall,” I said.
“I was removed from the throne.”
“You are taking it well.”
“I am considering burning the council chamber.”
“That would support their argument.”
“Then I will consider it quietly.”
The mark on my arm had faded.
Only the ember shape in my palm remained.
“The Sixth Seal is gone,” I said.
“Vaelor agrees.”
“And the Dragon God?”
“Stronger.”
Mara stirred.
Her eyes opened.
“You came back.”
“I promised.”
She sat up and looked toward her father.
“You promised too.”
Rhydian’s expression softened.
“I remember.”
Mara touched the edge of my glove.
“Are you truly a Flamewarden?”
The title sounded less frightening in a child’s voice.
“I do not know what I truly am.”
“Blackthorn knows.”
“Blackthorn is a horse.”
“He would bite you for saying that.”
Despite everything, I laughed.
Rhydian watched me as though laughter were another kind of magic.
The loyal dragon clans gathered in the lower court that afternoon.
Rhydian appeared before them in dragon form.
His silver wings cast shadows across thousands of soldiers.
When he landed upon the fortress wall, the mountains answered with roars from every wild dragon within a hundred miles.
The council’s claim that he had lost control collapsed before the evidence of his discipline.
Even frightened nobles bowed.
Lord Malrec was absent.
His supporters remained barricaded in the eastern wing.
Rhydian returned to human form and addressed the court.
“House Serath did not betray this kingdom.”
A murmur spread through the crowd.
“My father’s council condemned them upon forged evidence created by the Crimson Cult.”
Several lords shouted denials.
Rhydian raised Malrec’s ledger.
“I have the records.”
Silence followed.
“Elara Serath stands under my protection.”
Every face turned toward me.
I had spent seven years learning how not to be seen.
Now an entire kingdom knew my name.
Rhydian’s gaze found mine.
Not possessive.
Not commanding.
Steady.
“For eight years,” he continued, “our dragons have weakened while lies governed us. That age ends today.”
The gates exploded.
Crimson fire poured through the courtyard.
Cult soldiers emerged from hidden tunnels beneath the fortress.
They had worn servant uniforms for years, waiting for Malrec’s signal.
The celebration became a battlefield.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






