„Madison, nie zapłacę osiemnastu tysięcy dolarów za bransoletkę…”
Telefon trząsł się jej w dłoni.
Ethan poruszył się.
Claire natychmiast uciszyła dźwięk, ale on otworzył oczy. Przez chwilę patrzył na nią, jakby budził się w środku koszmaru, który już przeżył.
„Też go słyszałeś” – wyszeptał.
Claire nie mogła kłamać. Już nie.
“Tak.”
Ethan powoli się podniósł. „Więc żyje.”
Claire spojrzała w stronę drzwi balkonowych. Wciąż czuła w powietrzu głos Daniela.
“Myślę, że tak.”
Usta Ethana zadrżały, ale łzy nie popłynęły. Zapłakał z pustki. „To dlaczego nie wrócił do domu?”
To pytanie dręczyło Claire od czasu lądowania w samolocie. Był tak ciężki, że ledwo mogła oddychać.
„Nie wiem” – odpowiedziała.
Ale to nie do końca prawda.
Wiedziała jedno.
Kimkolwiek stał się Daniel, nie wyglądał na człowieka uwięzionego. Nie brzmiał na przestraszonego. Brzmiał na zirytowanego bransoletką. Wygodny. Bogaty. Żywy.
A to było gorsze.
Claire nie spała. O szóstej rano, gdy niebo nad Miami przybrało barwę rozwodnionego soku brzoskwiniowego, zostawiła Ethana oglądającego kreskówki z zapiętą kłódką i poszła do holu.
Recepcjonista hotelowy miał jaskraworóżowe paznokcie i uśmiech, który zniknął w chwili, gdy Claire zapytała o gościa o imieniu Nathan.
„Przepraszam, proszę pani” – powiedział recepcjonista. „Nie możemy udzielać informacji o gościach”.
„Nie pytam o numer jego pokoju” – powiedziała ostrożnie Claire. „Chcę tylko wiedzieć, czy mieszka tu mężczyzna o imieniu Nathan. Wysoki, ciemne włosy, broda, około czterdziestki. Z kobietą o imieniu Madison”.
Oczy urzędnika zamrugały. Były malutkie, ale Claire je dostrzegła.
„Nie mogę ci pomóc.”
Claire pochyliła się bliżej. „To może być mój zaginiony mąż”.
Twarz urzędnika znów się zmieniła — tym razem pojawił się na niej wyraz zakłopotania.
„Proszę pani, nie stawiaj mnie w takiej sytuacji”.
Claire wpatrywała się w nią.
To nie było zaprzeczenie.
Zanim Claire zdążyła się odezwać, z gabinetu za biurkiem wyszedł mężczyzna w szarej hotelowej marynarce. Był rosły, elegancki i spokojny, w sposób typowy dla ludzi, którzy rozwiązują problemy bez podnoszenia głosu.
„Czy jest jakiś problem?” zapytał.
Urzędniczka spuściła wzrok.
Claire odpowiedziała: „Nie ma problemu”.
Mężczyzna patrzył na nią o sekundę za długo.
„Miłego pobytu, pani Whitaker.”
Claire zamarła.
Nie podała mu swojego imienia.
Kierownik się uśmiechnął.
Było grzeczne. Puste. W kształcie ostrzeżenia.
Claire wróciła do windy bez biegu. Jej ciało chciało biec. Jej ręce chciały złapać Ethana i ich walizkę i uciec prosto na lotnisko. Ale inna część jej, ta, która przetrwała trzy lata samotności, rachunków i pytań o pójście spać, stwardniała jak szkło.
Ktoś w tym hotelu wiedział dokładnie, kim ona jest.
Kiedy wróciła do pokoju, Ethan stał w drzwiach, trzymając coś oburącz.
Koperta w kolorze kremowym.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






