„Podczas gdy dziś rano zastanawiałeś się, czy mnie zastrzelić”.
Elara nie lubiła tego, że była pod wrażeniem.
Przeszukano ciała.
Przy czwartym żołnierzu znalazła złożony pergamin.
Otworzyła je przy kominku.
Wpatrywała się w nią z wzrokiem utkwionym w szkicu wykonanym węglem.
Chłopiec.
Ciemne włosy.
Mała twarz.
Złote oczy.
Jarzębina.
Pod portretem znajdowały się trzy słowa.
WEŹCIE GO ŻYWEGO.
Elara spojrzała w stronę domku.
Przez okno Rowan cicho się śmiał, gdy jedno z młodszych dzieci wdrapało się na jego grzbiet.
Kael czytała gazetę przez ramię.
“Kim on jest?”
Elara złożyła ją.
“Nikt.”
Kael spojrzał na nią.
„To najmniej przekonujące kłamstwo, jakie słyszałem od lat”.
Spojrzała mu w oczy.
„Jeśli chcesz przeżyć, udawaj, że w to wierzysz.”
Kael się nie poruszył.
Potem znów spojrzał na Rowana.
Daleko poza drzewami rozległo się kolejne wycie.
Ten pochodzi ze wschodniego grzbietu.
Potem przyszła odpowiedź.
A potem jeszcze jeden.
Elara poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
Wyraz twarzy Kaela uległ zmianie.
„To nie jest sygnał Garricka.”
“NIE.”
“Co to jest?”
Elara słuchała starożytnego rytmu przetaczającego się przez góry.
Wezwanie, którego żaden wróg nie powinien usłyszeć.
Okrzyk niegdyś używany wyłącznie przez ukrytą straż Króla Alfy.
„Znaleźli nas”.
Kael zmarszczył brwi.
“Kto?”
Elara spojrzała w ciemność.
„Już nie wiem.”
ROZDZIAŁ 3: DZIECI, KTÓRYCH NIE ZABILI
Opuścili domek na trzy godziny przed świtem.
Elara odeszła od stołu, który sama wyrzeźbiła.
Półki, które kiedyś pomógł jej zbudować Dariusz.
Zachowała pęknięty kubek, ponieważ należał do jej matki.
Nie było miejsca na rzeczy materialne.
Tylko dzieci.
Każdy starszy sierota niósł koce i jedzenie.
Najmniejsze jechały na wilkach lub na prowizorycznych saniach.
Rowan szedł obok Elary.
Kael ruszył naprzód.
Nikt nie odzywał się głośniej niż szeptem.
Pierwsze opady śniegu zaczęły się jeszcze przed wschodem słońca.
Około południa ich ślady zniknęły pod białą warstwą.
„To pomoże” – powiedział Kael.
„To nas też zabije”.
„Zawsze optymistyczny.”
„Jestem odpowiedzialna za trzydzieścioro dwoje dzieci”.
„Trzydzieści jeden.”
Elara spojrzała na niego.
Skinął głową w swoją stronę.
„Obrażam się, że mnie nie policzyłeś.”
„Jesteście znacznie trudniejsi do wykarmienia.”
Na jego ustach pojawił się uśmiech.
Elara natychmiast pożałowała, że dała mu powód do uśmiechu.
Ruszyli na północ w kierunku opuszczonej osady Hollowstone.
Kael twierdził, że tunele pod spodem mogą dać schronienie setkom ludzi.
Elara znała to miejsce.
Kopalnia zawaliła się czterdzieści lat wcześniej.
Większość była przekonana, że podziemne miasto zostało zamknięte.
Kael znał inne wejście.
Ta wiedza wywołała pytania.
Ona jeszcze nie zapytała.
Zaufanie stało się zasobem takim jak pożywienie.
Ona to racjonowała.
Drugiego dnia u jednego z maluchów wystąpiła gorączka.
Elara niosła dziecko przez śnieg, podczas gdy inni szli dalej.
Wieczorem ledwo czuła palce.
Znaleźli stodołę.
W środku czekały trzy worki ze zbożem.
Koszyk suszonych jabłek.
I sześć słoików z konserwami mięsnymi.
Właściciel się nie pojawił.
Kael obejrzał drzwi.
„Ktoś się nas spodziewał.”
„Ktoś miał nadzieję, że przyjdziemy.”
“Różnica?”
„Potrzebna jest informacja.”
Spojrzała w stronę ciemnej linii drzew.
„Drugie wymaga wiary”.
To samo wydarzyło się ponownie.
Jedzenie przy drodze.
Świeża woda w pobliżu przełęczy górskiej.
Pewnego razu zauważyli ślady kopyt wrogów, którzy nagle zawrócili z trasy.
Ktoś skierował patrol w inną trasę.
Królestwo im pomagało.
Cicho.
Czwartego dnia Tomas w końcu przemówił.
“Dlaczego?”
Elara zatrzymała się.
Chłopiec wpatrywał się w zapasy ukryte pod dębem.
„Dlaczego pomagają?”
„Ponieważ pamiętają”.
„Pamiętasz co?”
„Że ziemia ta należała do nich, zanim należała do jakiegokolwiek króla”.
Rowan spojrzał w górę.
„Mój Królu?”
Serce Elary się ścisnęło.
„Nasz Król”.
Przyjął sprostowanie, ale jego wzrok nadal spoczywał na niej.
Dotarli do Hollowstone około północy.
Ukryte wejście znajdowało się za zamarzniętym wodospadem.
Kael odsunął luźny kamień.
Otwarto tunel.
Wewnątrz, na ścianach nadal wisiały stare lampy.
Wszystko pokrywał kurz.
Ale struktury pozostały.
Komnaty sypialne.
Skarbce magazynowe.
Centralna sala.
Podziemne źródło.
Po raz pierwszy od kilku tygodni Elara dostrzegła na twarzach dzieci coś na kształt ulgi.
Mieli ściany.
Prawdziwe ściany.
Miejsce, którego żołnierzom nie dało się łatwo spalić.
W ciągu kilku dni Hollowstone zaczął ponownie oddychać.
Ocaleni przybyli.
Najpierw rodzina myśliwych.
Następnie starszy uzdrowiciel.
Następnie czternastu byłych żołnierzy królewskich.
Następnie rolnicy.
Kowale.
Matki.
Ojcowie.
Wilki, które straciły wszystkich.
Przybyli, ponieważ usłyszeli szepty.
Kobieta w górach chroniła dzieci.
Elara zaprzeczyła, że jest przywódcą.
Wszyscy ją ignorowali.
Kael uznał to za niezwykle zabawne.
„Możesz im rozkazać, żeby przestali cię śledzić.”
„Czy wykonaliby rozkaz?”
“NIE.”
„W takim razie twoja sugestia jest bezużyteczna.”
Uśmiechnął się.
Elara odkryła, że podoba jej się ten uśmiech.
Nie spodobało jej się to odkrycie.
Rowan rozpoczął trening z drewnianym mieczem.
Elara była temu przeciwna.
Kael bronił tego.
„Potrzebuje dyscypliny.”
„On potrzebuje dzieciństwa.”
„On już nie ma żadnego.”
Słowa te uderzyły mocniej, niż ktokolwiek zamierzał.
Elara odwróciła wzrok.
Kael zmiękł.
„Żaden z nich tego nie robi.”
Tego wieczoru siedzieli przed wejściem do Hollowstone.
Śnieg zasypał drzewa.
„Znałaś tę osadę” – powiedziała Elara.
Kael nie udawał, że jest inaczej.
„Tak.”
“Jak?”
„Moja matka tu dorastała”.
„Przed załamaniem?”
“Tak.”
„Dlaczego warto dołączyć do Garricka?”
Wpatrywał się w ciemność.
„Mój ojciec mu służył.”
„To nie jest odpowiedź.”
„To jedyna rzecz, jaką mam dziś wieczorem.”
Elara nie naciskała.
Stopniowo cisza między nimi stawała się mniej wroga.
Trzy tygodnie później grupa harcerzy wróciła z dziewczyną.
Dziewięć lat.
Mały.
Cienki.
Wściekły.
Zadźgała jednego ze zwiadowców, zanim uwierzyła, że ją ratują.
Jej imię brzmiało Mira.
Przeżyła w ruinach Twierdzy Czarnego Ciernia.
Elara uklękła obok niej.
“Jak?”
„Piwnice.”
„Byłeś sam?”
Mira skinęła głową.
„Moja matka mnie ukryła.”
Dziewczynka nie płakała.
To martwiło Elarę jeszcze bardziej.
„Widziałeś, co się stało?”
Dłonie Miry zacisnęły się.
„Żołnierze przeszli przez bramy.”
Elara czekała.
„Bramy były zamknięte” – kontynuowała Mira.
„Słyszałem, jak strażnicy mówili, że są zamknięte.”
„Jak więc weszli żołnierze?”
Mira spojrzała jej prosto w oczy.
„Ktoś je otworzył.”
Kael przestał oddychać za Elarą.
„Widziałeś kogo?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





