Lewą ręką mocno przycisnął pluszowego pieska do piersi, a prawa lekko drżała, gdy celował w miskę. Stara lodówka w kącie nuciła swoją jednostajną, terkoczącą melodię, wtórując naszemu spokojnemu wieczorowi.
Wtedy rozległy się trzy mocne puknięcia, które wstrząsnęły cienkim drewnem drzwi mieszkania.
Położyłam ściereczkę na laminowanym blacie i dotknęłam miękkich włosów Evana. Zamarł, a jego niebieskie oczy rozszerzyły się, gdy na mnie spojrzał.
„Chyba tylko Gary z dołu” – powiedziałem, choć Gary zazwyczaj pukał dwa razy i wołał pierwszy. „Damy radę”.
Wszedłem do wąskiego korytarza i otworzyłem zasuwę.
Lila stała pod żółtą żarówką w korytarzu, jej oczy były ciemne i bystre. W jednej ręce trzymała małą szarą walizkę, a jej kostki palców pobielały na plastikowej rączce.
„Nie mogę tego robić ani jednej nocy, Claro” – powiedziała szybko i piskliwie. „To po prostu zbyt wyczerpujące”.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, przepchnęła się obok mnie, jej zadbane paznokcie niecierpliwie stukały o bok skórzanej torebki. Zatrzymała się, widząc Evana siedzącego przy stole z łyżką wciąż uniesioną do góry.
„Zawsze go kochałaś, Claro, poradzisz sobie lepiej niż ja” – wyszeptała.
Postawiła walizkę przy wieszaku na ubrania, po czym sięgnęła do tyłu i podniosła Evana z krzesła. Wydał z siebie ciche, zaskoczone westchnienie, choć wciąż trzymał w dłoni swojego pluszowego pieska.
Lila przytuliła chłopca do moich ramion, jej skóra była gorąca i sucha. Nie patrząc na niego, cofała się w stronę otwartego progu.
„Czekaj, Lila, on ma jutro terapię” – powiedziałam, natychmiast sięgając lewą ręką po zesztywniałe ramię. „On potrzebuje swojej rutyny, rozumiesz”.
„Jestem pusta, Klaro” – powiedziała, odwracając się już w stronę klatki schodowej. „Nic już nie zostało”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






