Winda wydawała się niemożliwie powolna.
Nie myśląc, skierowałem się w stronę klatki schodowej.
Otworzyłem ciężkie metalowe drzwi i zacząłem biec.
Na trzecim piętrze nogi mnie paliły.
Przy szóstym czułem, jakby moje płuca płonęły.
Dziewiątego czułam, że moje pięty zaraz pękną.
Zrzuciłem je z siebie i niosłem w jednej ręce.
Ludzie wchodzący po schodach przyciskali się do poręczy, gdy przebiegałem obok nich.
“Przepraszam.”
“Przepraszam.”
“Muszę się dodzwonić.”
Wpadłem do holu cały zlany potem.
Ochroniarz spojrzał ze zdziwieniem.
“Proszę pani?”
Zignorowałem go i przeszedłem przez drzwi obrotowe.
Jasne popołudniowe słońce padało na moją twarz.
Rozejrzałam się gorączkowo po chodniku.
Spodziewałem się znaleźć samochód ciężarowy do użytku roboczego.
Wiadro.
Środki czyszczące.
Być może Jamie składa liny w tylnej części furgonetki.
Zamiast tego zamarłem.
Na krawężniku stał elegancki czarny sedan.
Obok stał Jamie.
Tylko że nie miał już na sobie niebieskiej koszuli roboczej.
Uprząż zniknęła.
Podobnie jak rękawiczki.
Poprawiał rękaw idealnie skrojonego, grafitowego garnituru.
Obok niego stał starszy mężczyzna, którego od razu rozpoznałem.
Harold.
Właściciel naszego budynku biurowego.
Widziałem go wcześniej tylko dwa razy, na imprezach firmowych.
Uśmiechał się.
Jamie spojrzał w górę, jakby się mnie spodziewał.
Jego uśmiech stał się szerszy.
Zastanawiałem się, ile to potrwa.
Spojrzałam na niego.
“Ja… co?”
Nic nie miało sensu.
Mój wzrok powędrował w stronę drogiego zegarka na jego nadgarstku.
A potem do wypolerowanych butów.
A potem z powrotem na twarz.
“Jamie?”
„Miło cię widzieć, Amanda.”
Ścisnęło mnie w gardle.
“Nie rozumiem.”
“Ja wiem.”
Spojrzałem na obu mężczyzn.
“Co to jest?”
Harold zrobił krok naprzód.
“Zostawię was samych.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






