Serafina mimowolnie się uśmiechnęła.
Wyszli po północy.
Darian, Serafina, Raen, Callan, sześciu strażników królewskich i Diamentowy Wilk podróżowali opuszczonym tunelem górniczym pod północnymi wzgórzami.
Przez wiele godzin nikt się nie odzywał.
O świcie zatrzymali się przy zamarzniętej rzece.
Darian usiadł oparty o drzewo.
Rana na ramieniu otworzyła się ponownie.
Serafina zauważyła krew na jego płaszczu.
„Jesteś ranny.”
“Uważny.”
„Siedź spokojnie.”
Uklękła obok niego.
Darian obserwował, jak odwijała bandaż.
„Już to robiłeś.”
„Opiekowałam się wyjątkowo niewdzięcznym wilkiem”.
Diamentowy Wilk prychnął w pobliżu.
Darian prawie się uśmiechnął.
Serafina oczyściła ranę.
Ich twarze były blisko siebie.
Zbyt blisko.
Więź między partnerami zacieśniła się.
Głos Dariana stał się cichszy.
„Nie musisz tego akceptować.”
Spojrzała w górę.
„Obligacja?”
“Tak.”
„Co się stanie, jeśli tego nie zrobię?”
“Nic.”
„To nie brzmi prawdziwie”.
Darian zawahał się.
„To boli.”
„Jak długo?”
„Być może na zawsze”.
Ręce Serafiny zatrzymały się.
„I ty byś na to pozwolił?”
„Nie będę się utożsamiał z kobietą, która mnie nie wybrała”.
Coś w jej wnętrzu lekko pękło.
Kale odrzucił ją, bo nie była godna jego rodu.
Darian oferował jej prawo odrzucenia króla.
“Dziękuję.”
Jego oczy spotkały się z jej oczami.
„Po co?”
„Za danie mi wyboru.”
Żaden z nich się nie poruszył.
Przez jedną niebezpieczną sekundę Serafina pomyślała, że mógłby ją pocałować.
Darian pochylił się bliżej.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





