Oczy Dariana spotkały się z jej oczami.
„Potem spędzam resztę życia będąc strasznie rozdrażnionym”.
Ona się zaśmiała.
Nie, nie zrobił tego.
„Mówisz poważnie.”
“Tak.”
Czułość w jego wyrazie twarzy ją przestraszyła.
Kale sprawił, że miłość stała się dla mnie osądem.
Darian sprawił, że wydawało się to możliwe.
To było w jakiś sposób bardziej niebezpieczne.
„Nie wiem, jak można temu zaufać.”
“Ja wiem.”
„Jesteś królem.”
„Tragiczny stan”.
„Potrzebujesz Luny.”
„Potrzebuję kogoś, kto mnie wybierze.”
Serafina spojrzała w dół.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, Diamentowy Wilk podniósł głowę.
Warknął.
Callan natychmiast wstał.
„Ktoś nadchodzi.”
Jeździec wpadł do obozu.
Mundur Vossa.
Spadł z konia.
Raen pobiegł naprzód.
Żołnierz ją rozpoznał.
“Księżniczka.”
“Co się stało?”
„Twój ojciec.”
Twarz Raena uległa zmianie.
„A co z nim?”
„Torren przejął pałac.”
Żołnierz kaszlnął krwią.
„Król Ormond został aresztowany”.
“Żywy?”
„Na razie.”
Serafina uklękła.
„Czego chce Torren?”
Żołnierz spojrzał na nią.
„Oznajmił, że Serafina Voss jest oszustką”.
Poczuła ucisk w żołądku.
„A Darian?”
„On nazywa go obcym najeźdźcą”.
Oczywiście.
Raen zapytał: „A co z ludźmi?”
“Zdezorientowany.”
Żołnierz chwycił ją za ramię.
„Ale plotki się rozprzestrzeniają.”
„Jakie plotki?”
„Że Elara żyje.”
Nadzieja zabłysła.
„Niektórzy ją pamiętają.”
Skinął głową.
„Górskie klany nadal ją czczą”.
Serafina spojrzała na matkę.
Elara miała łzy w oczach.
Potem żołnierz powiedział coś gorszego.
„Torren wykona egzekucję Ormonda o wschodzie słońca za trzy dni”.
Raen wstał.
„Jedziemy do stolicy.”
Callan wyraził sprzeciw.
„Z ośmioma osobami?”
„Z każdym, kto do nas dołączy.”
Podróż się zmieniła.
W każdej wiosce Elara się ujawniała.
Starzy ludzie płakali.
Kobiety klęczały.
Byli żołnierze przynieśli broń.
Historia potoczyła się przed nimi.
Księżniczka Elara powróciła.
Jej córka przeżyła.
Król Wilków podróżował obok niej.
Gdy dotarli do doliny Voss, podążyły za nimi setki innych osób.
Potem tysiące.
Nie armia.
Ludzie.
Rolnicy.
Kowale.
Myśliwi.
Żołnierze, którzy porzucili Torrena.
Serafina przejeżdżała obok nich z niedowierzaniem.
„Śledzą nas”.
Elara ją poprawiła.
„Śledzą cię.”
“NIE.”
“Tak.”
„Nic nie zrobiłem.”
„Przeżyłeś.”
Serafina nienawidziła ciężaru tych słów.
O zachodzie słońca ujrzeli stolicę.
Ściany były pokryte sztandarami Torrena.
A na najwyższej wieży stał król Ormond.
Przykuty łańcuchem.
Torren pojawił się obok niego.
Jego głos rozniósł się po dolinie poprzez dźwięk ceremonialnego rogu.
„Serafina Voss!”
Pojechała naprzód.
Darian został obok niej.
Torren się uśmiechnął.
„Oddaj księgę rachunkową”.
“NIE.”
„A potem patrz jak umiera twój wujek.”
Raen krzyknął: „Ojcze!”
Ormond podniósł głowę.
Torren przyłożył mu miecz do gardła.
„Przynieś mi księgę rachunkową przed północą.”
Serafina wpatrywała się w ściany.
Tysiące ludzi czekało za nią.
Darian pochylił się bliżej.
„Możemy się wycofać.”
“NIE.”
„On zabije Ormonda.”
“Tak.”
„O czym myślisz?”
Serafina wspominała kuchnie.
Słudzy.
Ludzie-szlachta nigdy tego nie zauważyli.
Niewidzialni ludzie.
Uśmiechnęła się powoli.
„To samo, co robiłem przez całe życie”.
Darian zmarszczył brwi.
„Który to jest?”
„Idź gdzieś, gdzie nikt ważny nie pomyśli, żeby zajrzeć.”
Kilka godzin później Serafina weszła do Pałacu Voss przebrana za pokojówkę.
ROZDZIAŁ 7: NIEWIDZIALNY DZIEDZIC
Kuchnie pałacowe w Voss Ridge pachniały niemal identycznie jak te w Darian.
Dym.
Chleb.
Wrzący wywar.
Pot.
Serafina prawie się roześmiała.
Królowie się zmieniali.
Królestwa uległy zmianie.
W przypadku kuchni najwyraźniej tak nie było.
Wniosła kosz cebuli przez wejście dla służby, a Darian przebrany za strażnika szedł za nią.
„To upokarzające” – mruknął.
„Dobrze wyglądasz, niosąc ziemniaki.”
„Dowodzę czterdziestoma tysiącami żołnierzy”.
„Dziś wieczorem rozkazujesz warzywom.”
Jego spojrzenie niemal ją rozśmieszyło.
Raen wszedł osobno.
Callan znalazł stary tunel dla służby pod wschodnim dziedzińcem.
Ich cel był prosty.
Uwolnić Ormonda.
Dotrzyj do sali tronowej.
Ujawnij zbrodnie Torrena przed zgromadzoną radą.
Po dotarciu na drugie piętro nic w planie nie pozostało proste.
Znajomy głos zatrzymał Serafinę.
„Serafina?”
Zamarła.
NIE.
Niemożliwe.
Odwróciła się powoli.
Kale stał na końcu korytarza.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





