„Nie. Słabo. Tymczasowo.”
„Jestem pielęgniarką. Zmieniam opatrunki. Dokumentuję wydalanie moczu. Nie przemycam wiadomości dla rodzin przestępczych”.
Nicholas patrzył na mnie bez mrugnięcia okiem.
„Już skłamałeś w mojej sprawie.”
„To była panika”.
„Nadal się liczy.”
Jego spokój sprawił, że miałem ochotę rzucić w niego tym notatnikiem.
„Mógłbym wyjść już teraz.”
„Mógłbyś.”
„I powiedz Enzo.”
„Nie zrobisz tego.”
„Nie bądź taki pewien.”
Jego wzrok przesunął się po mojej twarzy z irytującą cierpliwością. „Rozmawiasz z pacjentami w śpiączce, bo cisza cię boli. Czytasz historie człowiekowi, którego wszyscy się bali, bo nie znosisz, gdy jest sam. Źle ukrywasz swój strach, ale twoja dobroć jest jeszcze gorsza”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„To nie znaczy, że jestem głupi.”
„Nie” – wyszeptał. „To znaczy, że jesteś niebezpieczny dla takich ludzi jak Marco”.
Nienawidziłem go za to, że mówił tak pięknie.
Przesunął palcami po stronie. Powoli, z trudem, napisał kolejne słowo.
SOFIA.
Następnie liczba.
Wpatrywałem się w to.
„Kim jest Sofia?”
„Moja córka.”
Słowo zabrzmiało cicho, ale pomieszczenie zdawało się zadrżeć.
Nie widziałem żadnej córki. Żadnej młodej kobiety płaczącej przy jego łóżku. Żadnych zdjęć rodzinnych. Żadnej wzmianki w gazetach. Nic.
„Masz córkę?”
“Ukryty.”
„Od kogo?”
“Wszyscy.”
Spojrzałem na numer telefonu, potem na niego.
„Ile masz lat?”
“Szesnaście.”
Ścisnął mi się żołądek. „A Marco?”
„Nie wie.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






