Etap siódmy: „25 lat później koleżanka z klasy chwaliła się swoim mężem reżyserem: Ja po cichu odeszłam do swojego”.
Wieczorem Kostia podszedł do mnie i wręczył mi małą papierową torbę.
– Co to jest?
– Otwórz.
Wewnątrz znajdowały się dwa kubki z napisami: „Najlepszy Pan” i „Żona Najlepszego Pana”.
— Skąd to masz?
— W sklepie. Była zniżka.
– Jesteś niepoprawna.
– Ale to praktyczne.
Siedzieliśmy na werandzie. Wokół słychać było szemrane głosy, a w powietrzu unosił się zapach dymu i świeżej trawy.
Nina podniosła kieliszek:
— Za nas. Za dwadzieścia pięć lat od ukończenia szkoły i za to, że wciąż potrafimy się spotykać bez rywalizacji.
Wszyscy poparli toast.
Alla również podniosła kieliszek.
„I dla ludzi, którzy potrafią pozostać sobą” – dodała.
Spojrzałem na nią i skinąłem głową.
Dwadzieścia pięć lat temu siedzieliśmy przy tym samym biurku. Potem nasze drogi się rozeszły. Niektórzy zostali szefami, inni lekarzami, inni przedsiębiorcami, a jeszcze inni mistrzami, którzy potrafili przywrócić do życia zepsute samochody i lodówki.
Życie jednak nie rozdawało medali za stanowiska.
Ona wystawiała cię na różne próby: kto przyjdzie do ciebie w deszczu, kto zauważy twoje zmęczenie, kto nie będzie się ciebie wstydził przed innymi, kto będzie przy tobie, gdy piękna fasada się zawali.
Spojrzałem na Kostię.
Siedział nieopodal, trzymając w rękach kubek i kłócąc się z Żenią o to, jak najlepiej ocieplić warsztat.
Prosty pracownik.
Mój prosty pracownik.
Człowiek, który nigdy nie mówił o sobie głośno, ponieważ miał coś do zrobienia.
„Idziemy?” zapytał.
– Już?
– Jesteś zmęczony.
Skinąłem głową.
Alla usłyszała i się uśmiechnęła.
– Jasne, proszę bardzo. Twój mąż czeka.
„Tak” – odpowiedziałem. „I nie chcę, żeby czekał”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






